Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

środa, 16 maja 2012

Bla,bla,bla...

Moje narzekania na internet są już nudne ale co ja poradzę jak mnie to ciągle denerwuje.Moje łącze internetowe nie dość ,że nieustannie ćwiczy moją  i tak już mocno nadwyrężoną cierpliwość, to przy okazji funduje mi niezły fitnes.Jak już się tak zdarzy że w ogóle się włączy,to oglądanie kolejnych stron wygląda mniej więcej  tak : klikamy i idziemy spokojnie do swoich zajęć.
Po jakimś czasie zaglądamy laptopowi w twarz-strona otworzyła się już czy jeszcze nie?
A jak się czasem już nawet otworzy to i tak jest super jak mogę sobie połówkę każdego zdjęcia obejrzeć ( w wypadku blogów ) bo z drugą połową już sobie nie daje rady.Taki mocarny.
Praktycznie nie ma mowy o komentowaniu czegokolwiek bo mam informację,że strona jest niedostępna i spróbuj pozniej.A pózniej z kolei jest niedostępny internet.
I tak to wygląda.Ostatniego posta tak jakoś przez trzy dni usiłowałam wstawić.
A gdzie fitnes?
Laptop stoi na górze a zajęcia wszelakie są głównie na dole,nie chcecie wiedzieć ile razy pokonuję te cholerne schody w płonnej nadziei że wreszcie się do tych blogów dorwę:)))Może mojej oponce to nawet dobrze robi ale moim nerwom wręcz przeciwnie.I uprzedzając ewentualne dobre rady-na dole nie ma siły żeby w ogóle jakikolwiek sygnał złapać :(((

    Ale właściwie nie o tym chciałam.Chciałam ogłosić wieści z frontu bo jakoś dawno tego nie robiłam.
Miałam trzy tygodnie przerwy,bo przenosiny i tak dalej,właściwie nawet zaczęłam kolejny cykl ale po trzech dniach się złamałam ,niestety.Więc kolejny tydzień minął.Ale w końcu zebrałam się i w piątek z powodzeniem zaliczyłam,właściwie odliczyłam kolejne dwa kilogramy.Wszystkiego do kupy będzie 10 kg w dwa miesiące.Chyba niezle,prawda?Zostało mi niestety jeszcze co nieco do zrzucenia,będę musiała jeszcze co najmniej dwa kapuściane tygodnie zaliczyć,jeżeli nie więcej.Muszę powiedzieć,że każdy kolejny tydzień jest trudniejszy.Na samą myśl o zupie mój żołądek wyczynia jakieś dziwne harce.Jakoś jednak muszę doprowadzić to do końca.
Jednym z pozytywnych skutków jest to,że udało mi się wreszcie zdjąć pierścionek ,który dawno temu założyłam,jakoś mi nie przeszkadzał wiec go nie zdejmowałam a w pewnym momencie okazało się że już go zdjąć nie mogę.Już myślałam,że trzeba będzie palec uciąć a tu proszę :))

W eforii z powodu kolejnych kilogramów in minus posunęłam się nawet do tego,że upiekłam ciasto!!! Z rabarbarem.Kto mnie zna ten wie ,że jest to wydarzenie :))))Ciasto ,jak przystało na skończonego lenia,jest z gatunku tak prostych,że prostsze jest już tylko nic nie robienie :))
Jakby ktoś jeszcze był tak leniwy jak ja to podaję przepis.Gdzieś już  nawet podobny w jakimś blogu widziałam ale może komuś się przyda.

20 dkg mąki
25 dkg cukru (tak dużo to do kwaśnych owoców,do innych daję mniej )
4 jajka
1/2 kostki masła czy margaryny ,ciut więcej jeżeli jest to oszukańcza 20 dkg kostka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
masło rozpuścić,zmiksować z cukrem i jajkami,dodać mąkę,wymieszać,wylać do foremki
Na wierzch wrzucić pokrojony rabarbar czy co tam kto chce,ja to piekłam już chyba ze wszystkimi owocami.Ale najlepsze jest z kwaśnymi.Upiec.

I jeść:))
Jest pyszne mimo że takie proste.A ja sobie przypomniałam dlaczego nie wolno mi piec ciast.1/4 zjadłam zanim zdążyło wystygnąć :)))

Smacznego:))
A żeby nie było że całkiem bez robótek to mała zajawka kolejnej,w tej chwili już trochę urosła ,prucie też zaliczyła :)

Jak widać ,znów kwadraty do których wyraznie zapałałam uczuciem.I w ogóle do szydełka.Ale drutów też mi się chce więc zaplanowałam coś szydełkowo-drutowego.
Chce mi się też mnóstwo innych rzeczy spróbować.Myślę nieśmiało o bizuterii (ciekawe kiedy?),ciagnie mnie do spróbowania przędzenia ,zresztą kołowrotek już od dawna czeka na mnie w Szwecji:))
Nakupiłam materiałów i mam wielkie plany szyciowe (też ciekawe kiedy) .Patchworki mnie też niesamowicie podniecają:))Przydałoby się skończyć haftować zaczęty kiedyś obrus a i haftu krzyżykami może się wreszcie nauczyć.I jeszcze...i jeszcze..
 Reasumując-całkiem mi odbiło:))

Miłego wieczoru :)))

P.S
Zimna Zośka popisywała się tutaj jak mogła,rzucała deszczem ,gradem,pomrukiwała burzą a teraz spochmurniała i na razie się przyczaiła,zobaczymy  co knuje :))
P.S.2
Post ten zaczęłam pisać przedwczoraj ,wczoraj dokończyłam a dopiero teraz udało sie go opublikować.Nieco zdezaktualizowany ale juz nic nie robię bo kto wie jak długo sygnał będzie.Miłego dnia tym razem :)))

Gooocha,Kasia,Tereska,Elusiek,-dziękuję:))
Kryska,Marlena-a proszę bardzo choć nie mam co pozwalać ,to nie mój pomysł :))Jest bardzo prosty i błyskawicznie się dzierga.Pozdrawiam :))
Viola-jasne,machnij sobie:)))
Anabell- w moim wypadku to jest zaleta bo w ten sposób nieco brzuch zamaskuję :))

7 komentarzy:

  1. Zazdroszczę fitnesu i mów co chcesz ale chodzenie po schodach dobrze działa na odchudzanie :-))
    A jak ja nie lubię jak nie mogę ściągnąć pierścionka... Koszmar...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. idę się skusić na ten placuszek z rabarbarem może mi siły witalne wrócą..... ciekawe co tam niebieskiego tworzysz? Coś ostatnio bardzo mnie męczą elemnety może kolejne machnę? między jedną, a drugą robótką...
    pozdrawiam Cię cieplutko bo u nas zimno jak licho... Viola

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś też podobne męki przeżywałam, potem zmieniłam operatora i jest ok :) Ale ruch zawsze się przydaje, szkoda tylko, że przy okazji rozstroju nerwów można dostać ;) Trzymam kciuki i pozdrawiam cieplutko :))

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym tylko spała, takie ciśnienie niskie, czy co?
    Ciasto rabarbarowe też już mam za sobą, przetestowałam na Violi :-), w sobotę. Odzywa się na blogach, to znaczy, że żyje :-)))))
    Tonko, ja Ci mówię, ciasto jest o wiele lepsze niż zupa kapuściana!
    Wybór należy do Ciebie :-)))))) Tak jakoś przypomniała mi się piosenka Adios pomidory, tylko zamiast "pomidorów" wstaw sobie "smakołyki" ;( Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłopotów z internetem nie zazdroszczę ale bieganie po schodach jest zdrowe:)Placuszki z rabarbarem mam co tydzień i też lubię ciepłe, choć nie muszę sobie odmawiać (54 kilo):) A pomysłów i nakupionych różności mam pewnie tyle co Ty oprócz kołowrotka, do tego zapału nie mam. Za to maszyny nie mam chęci otworzyć choć materiałów kolorowych na spódniczki i tuniki sobie mnóstwo nakupiłam:)
    Pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, nie, nie. Nic Ci nie odbiło. Z nami fankami prac ręcznych tak po prostu jest.
    Trzymam kciuki za dietę i podsyłam wór z cierpliwością. Wiem, jak to jest. Kiedy przechodziłam to z początkiem roku na nowym miejscu, chciałam skoczyć do Sekwany :)
    No, ale wszystko mija. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale sie u ciebie dzieje...trzymam kciuki za diete...ycze cierpliwosci z netem...pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń