Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

piątek, 10 lipca 2020

Leżąc pod gruszą

    
 Z tym leżeniem to lekkie przekłamanie:)).
Kto ma ogród ten wie,że poleżeć można max pół godziny, bo tak leżąc, z miejsca wypatrzy się co jest do zrobienia,no  i po leżeniu:))).
Tak więc moje leżenie,pierwsze w tym sezonie ,też niestety dłużej nie trwało.

Ponieważ długo już Was pod moją gruszą nie było,to nie ma zlituj się,trzeba to nadrobić i zdjęć trochę będzie,a nawet trochę dużo:)).

Moja grusza przechodzi właśnie metamorfozę i z dużego drzewa przeobraża się w drzewko niemal karłowe,a w każdym razie bardziej przystosowane do moich możliwości w zakresie pielęgnacji.



Widać tu ,że lewa strona drzewa jest mocno przycięta i nowe gałęzie rosną niemal do ziemi,natomiast prawa strona ,jeszcze wysoka ,czeka na swoją kolej do cięcia.

Miałam na działce (jeszcze trochę mam) dużo jałowców,które  niestety od kilku lat zarażały mi gruszę rdzą.Wcześniej nie miałam kiedy się tym zająć,ale teraz powoli wycinam jałowce,opryskuję drzewo (dlatego trzeba je było obniżyć) i mam nadzieję,że powoli sytuację opanuję.
 Największy jałowiec,od którego zaczęłam wycinkę i większą rewolucję na działce,rósł niemal przy samej gruszy.

Pod nim miałam niewielkie oczko wodne,

a po drugiej stronie rósł wielki wiciokrzew i hortensja pnąca.

Jałowiec,wyhodowany od małej gałązki, z czasem rozrósł się potężnie i po wycięciu zrobiło się mnóstwo miejsca.Podczas któregoś upalnego lata które akurat spędzałam w pracy,uschła też pnąca hortensja.Do dziś nie mogę jej odżałować.Ale skoro tak,postanowiłam całkowicie przeorganizować górę działki.Górę bo działka jest na stoku i ma jakby trzy tarasy.
 
Zrobiliśmy totalną demolkę.



 
Na granicy z sąsiadką powstał lekki płot jako podpora na pnącza a niżej miejsce na stół i krzesła. 
 
 Tak wyglądało to w ubiegłym roku.Wiosną zbudowałam sobie jeszcze murek i teraz wygląda tak:

Wiem,fatalne zdjęcie:((Komórka już zaczyna robić bokami i nowy sprzęt staje się powoli niezbędny.

W tym roku po raz pierwszy zakwitła posadzona kilka lat temu glicynia:))
Również buda,szumnie altaną zwana,przeszła metamorfozę.Gwoli wyjaśnienia-buda jest budą,taką ją przejęłam i budą zostanie.Uparcie nie zgadzam się na jakiekolwiek jej upiększanie.Stare dechy,na dachu blacha,folia i stara wykładzina:)))W kwestii dachu zgodziłam się,żeby te cuda wymienić na porządny,w całości  blaszany. Jedyna zmiana jakiej chciałam to wejście,które było usytuowane bardzo niewygodnie,na wprost chodnika.Przy okazji mój przyjaciel uparł się,żeby zrobić altanie choć częściowy lifting w postaci nowych płyt na ścianie.No skoro już musiał.... ;)
Wcześniej ,w miejscu obecnych drzwi rosła róża, taka krzaczasta ,pachnąca,taka na konfiturę.Na zdjęciu zasłania ją powojnik.Przy przeróbce różę trzeba było wyciepać ponieważ altana została powiększona nieco o rodzaj przedsionka,który powstał właśnie w miejscu gdzie ta róża rosła .Różę się wyrąbało (stara i oporna była).Ale róża to jednak roślina  która nie da sobą pomiatać.Przeszła sobie podstępnie pod całą budą,wyszła z tyłu za nią i dalej w najlepsze sobie rośnie i kwitnie.I nawet utarłam sobie z niej dwa małe słoiczki konfitury.
Teraz chyba muszę pączki smażyć?

Aha,dlaczego tak uparcie trzymam się takiej paskudnej budy?
Bo mam taką teorię,że im buda paskudniejsza ,tym mniej kusząca dla złodziei a ci grasują niestety.Póki co się sprawdza.Zresztą docelowo i tak ma być w całości zarośnięta czym się da,czyli bluszczem,różą i glicynią.
I jeszcze jeden patent na złodziei(złodzieje działkowi ,mam nadzieję,nie czytają bloga :))):Mniejsza buda czyli tzw.schowek na narzędzia  ,z racji tego że kłódkę ma mocno wątpliwej jakości,udaje,że nikt go nie otwiera.Specjalnie nie strzygę z tej strony bluszczu i po zamknięciu artystycznie układam gałązki na drzwiach.No zarosło,nie otwiera się,nie używa się:))).

Dwa powojniki,jeden jest czerwony a drugi różowy.
Co?Nie widzicie?Oba fioletowe?
No właśnie,w tym problem :(.Ja też nie widzę.Jeden kupiłam w Lidlu jako różową Montanę.
Drugi przez internet jako piękny, czerwony.Właśnie wczoraj okazał się być kolejnym fioletowym:(((Nie mogę znaleźć rachunku i nie pamiętam gdzie był kupowany ale sklep niesolidny, bo azalia ,również tam kupiona jako pomarańczowa ,okazała się być różową.

Poziomki ładnie kwitną ale owoców jakoś mało.
 Za to czereśnie przepyszne :))

I Oliwka w tym roku obsypana owocami.

Za to nie będzie innych jabłek i śliwek,gruszek też niewiele.

Są też inne zmiany.Nie ma srebrnego świerka,który rósł przed altaną...


...a na pniu szaleje w misie nierembergia ,która w tejże misie, jak gdyby nigdy  nic ,sobie przezimowała :))).




Mój niewielki warzywnik,gdzie jak zwykle wszystko rośnie za gęsto.

Pomidorki już są.
Plantacja ziemniaków w workach :)).Wysypałam pierwszy worek,plon niestety marny.
I wszędzie ślimaki :(((Zeżarły wszystkie ogórki,posiałam w pojemniczkach następne ale i do nich się dostały.I to te,jak dotąd sądziłam,mniej szkodliwe winniczki.No nic dziwnego skoro ciągle pada.Za to w ogóle nie widuję tych obrzydliwych gołych.Podejrzewam ,że to zasługa moich dzikich lokatorów mieszkających w kompoście.

Wszędzie porozstawiane kosze z siewkami bylin,ogórków i już sama nie wiem czego.Muszę robić rozsady bo te obślizłe potwory żrą wszystkie siewki.




Zakwitły liliowce,uwielbiam je :))

Niedawno była akcja "nowy kompostownik"....
....a teraz wojujemy z nowym baniakiem na wodę (przy okazji znów maltretując biedną różę).Dopasowanie dużego baniaka do małej budy to doprawdy wyzwanie.Kombinacjom i dziwnym patentom nie ma końca.Póki co jesteśmy w połowie pracy.Wody na razie nie brakuje,a nawet wręcz przeciwnie ale generalnie wody w naszym wodociągu działkowym nie ma już drugi rok,nie wiadomo czy i kiedy w ogóle będzie więc beczki wszelkiego rodzaju są wyposażeniem niezbędnym.
 Zakwitły królewskie lilie i choć w tym roku niezbyt dorodne,to zapach roznoszący się po całej działce jest oszałamiający.

Czasem odwiedza mnie taki sympatyczny gość :)).
W miejscu na ognisko leży góra gałęzi czekająca na spalenie.Palić generalnie nie wolno ale ja wykorzystuję chrust do grilowania.Po co mam kupować cuchnący węgiel,kiedy mam pełno suchych gałązek.Takie obejście głupich przepisów,palić nie wolno ale nie ma też żadnej innej możliwości pozbycia się gałęzi.Nie wszystko nadaje się na kompost,nie ma gdzie tego wyrzucić i nie ma prądu żeby ewentualnie użyć rozdrabniarki. W tej sytuacji i tak wszyscy po cichu to spalają.

Firletka opanowała niemal całą działkę stając się wręcz chwastem ale jest taka piękna ,że jej na to pozwalam i wyrywam tylko tam,gdzie naprawdę przeszkadza:)).






Kupiona wiosną"Cinderella"okazała się być tym czym być miała :)).Na razie koczuje w doniczce a ja szukam dla niej odpowiedniego miejsca.

W tym roku mocno poprzycinałam część krzaków ,żeby wpuścić więcej słońca do warzywnika.

Żeby sobie ułatwić pracę i nie latać w te i we wte ,uszyłam sobie taki organizer.Muszę  jednak trochę poprawić regulację  bo gurt jest sztywny i albo mi zjeżdża z bioder,albo jest za ciasny,potrzebna jest chyba wstawka z gumy żeby było bardziej elastyczne.
I już na zakończenie-wieczorny widok z mojej działki.

Słonecznego weekendu :)))