Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

sobota, 13 czerwca 2020

Na lato...

....które chyba wreszcie do nas dotarło.
Z okazji pierwszego, prawdziwie ciepłego dnia i obecności (co za szczęśliwy traf :)))fotografa,wybrałam się w plener w celu obfocenia najnowszej letniej bluzeczki,którą to bluzeczkę sobie ostatnio wydziergałam.Fotograf jednak wyraził zdziwienie ,że niby po co ta (kolejna zresztą )sesja skoro przecież niczego od dłuższego czasu nie publikuję.
No  i skoro już sesja, to mam się wreszcie wziąć do roboty i ma być post!
Tak kopnięta (słownie co prawda) w zadek na rozpęd,próbuję ,choć po dłuższej przerwie to trudne jest.

Więc do rzeczy.
Kilka lat temu zrobiłam sobie szal w ładnym zgniłozielonym kolorze.Szal zadebiutował w wielkim stylu bo od razu wybrał się na  fajną wycieczkę do Amsterdamu (dla ciekawych tu , tu i tu) i Keukenhof ale,szczerze mówiąc, za bardzo się nie sprawdził.Przeleżał się w szafie kilka lat,ostatnio założyłam go ze dwa razy i ostatecznie zdecydowałam,że życie tej nitki jako szala dobiegło końca.
Do sprutego szala dodałam 5 małych moteczków innej włóczki.....

.... i powstała wspomniana już bluzeczka.
Jak już wspomniałam ,dzień był piękny,plener też....

...... i sesja wyjątkowo się udała.Trudno było coś wybrać więc trochę  tych zdjęć będzie.




 Przy okazji na sesję plenerową załapały się moje dawno uszyte lniane spodnie.Rzadko je nosiłam bo do pracy się nie nadawały a potem o nich zapomniałam.Teraz w końcu je wywlekłam z jakichś zakamarków i chętnie i z przyjemnością noszę :)).

Bluzka robiona jest od góry na okrągło.To ostatnio zdecydowanie moja ulubiona technika bo łatwo zapanować nad ilością włóczki,łatwo dodawać oczka no i szerokość łatwiej ogarnąć.Z boku fałszywy szew.

  Podczas pandemii kudły mi urosły i teraz mam dylemat:zostawić czy ściąć?

 Dekolt w ogóle nie wykańczany,po prostu nabrałam oczka i leciałam w dół,natomiast dół i rękawy mają podwójną plisę,którą ręcznie podszyłam.Tył dekoltu lekko  podwyższony skróconymi rzędami.
 Jak w ogrodzie podagrycznik jest moim wrogiem nr 2 (pierwsze miejsce dzierżą ślimaki chociaż w tym roku to chyba mszyce),tak na łące wygląda zachwycająco.

 Na bluzeczkę zużyłam ,kupionych dawno  i nie wiadomo na co ,pięć moteczków Pallino (bawełna z wiskozą) oraz jedwabny szal w nie-pamiętam-jakiej ilości.Druty nr 3.Udzierg uważam za wyjątkowo udany i to o dziwo! bez prucia.Wszystko jest w nim fajne z kolorem włącznie.Obie włóczki z lekkim połyskiem, pięknie ze sobą zagrały.
Dookoła pięknie, w dobrych humorach wracamy do samochodu a tu taki zgrzyt-wywalone śmieci :(.Ech,ludzie....

Miłego weekendu,bez śmieci ,gdziekolwiek jesteście :)))
A do mnie właśnie zbliża się burza :(.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Valdres

     Podczas wyszukiwania wzorów do swetra z reniferami wpadł mi w oko wzór ,który mi się szczególnie spodobał.Zapragnęłam mieć taki sam.Ze swetra Night Shades zostało mi kilka motków Limy z Dropsa,zamawiając wełnę na renifery domówiłam też sobie trochę tak, żeby wykorzystać tę resztkę..
Takie "trochę"to to nie jest ale sweter miał być oversize a do najmniejszych nie należę ;)W sumie okazało się,że znów zamówiłam za dużo i dalej mam motki zalegające:)).
Spodobało mi się wrabianie wzorów a  Valdres w to wrabianie dość bogaty jest.
Miałam wprawdzie już nie robić swetrów od dołu ale jeszcze tym razem właśnie tak zrobiłam.Szybko oczywiście pożałowałam i to był już chyba naprawdę ostatni sweter zrobiony w ten sposób.Wyszedł mi trochę za długi,za długie też są rękawy choć to akurat można zaakceptować albo bez większego problemu skrócić.


 Tradycyjnie zaliczyłam trzy prucia,w tym dwa całkiem spore przy karczku,na szczęście tak byłam na ten sweter napalona,że mnie to nie zniechęciło .
 Miałam nadzieję na jakąś sesję w plenerze ale skończyło się klapą.Jak już mogłam się na chwilę z domu wyrwać-a nie jest to ostatnio takie łatwe- i akurat był pod ręką fotograf,to pogoda kompletnie się popsuła,zrobiło się prawie ciemno,zaczęło wiać i padać.

  Plener też przypadkowy i   mocno byle jaki.Cóż,jak się nie ma co się lubi,to się lubi  co się ma. Kilka zdjęć jako tako nadaje się do wykorzystania,cała reszta rozmazana.
 Kolory inne niż w oryginale choć tamte bardzo mi się podobają, chodziło jednak o wykorzystanie zalegających resztek i dopasowanie tego kolorystycznie.Zresztą szare to zdecydowanie moja paleta barw.
 Zużyłam 80 dkg Limy z Dropsa,druty nr 4.

 Zimno i ciemno :( Ale sweter jest przyjemnie ciepły i nie gryzie.

Kolejny sweter czeka tylko na przyszycie zatrzasek i zdjęcia,uszydełkowała się mała torebka i również na zdjęcia czeka,a ja w zawieszeniu bo nie wiem co mam robić.Nie cierpię tych momentów kiedy ręce rwą się do drutów a pomysłu brak.Wiem tylko że będzie kolejny sweter,bardzo możliwe że też z wrobionym wzorem.No ,tak mnie jakoś wzięło:))) 
Okres świąteczny szczęśliwie mamy już za sobą,można zacząć zwyczajny nowy rok.
         Życzę Wam aby był  spokojny i pomyślny!