Prościutka bluzeczka ,pomyślana jako mini-żakiecik do koszulek na ramiączkach.
Jak chyba wszystkie z nas,maniaczek,mam mnóstwo zapasów włóczki ,zalegających wszędzie.Jak niemal wszystkie, wciąż kupowałam nowe bo mi się spodobały,bo okazja,bo......bo każdy pretekst jest dobry żeby sobie nowe moteczki kupić :))))Rzadko kupowałam z myślą o konkretnym projekcie,raczej "bo ładna", myśląc "na coś się przyda"i "coś się z tego zrobi" i w ten sposób zapasy rosły a same wiecie,że jak przyjdzie co do czego ,to i tak kupujemy nowe włóczki bo akurat tej potrzebnej w zapasach nie ma:))Już jakiś czas temu postanowiłam z tym skończyć.W miarę możliwości wyrobić zapasy,pozbyć się niepotrzebnych a kupować tylko na konkretny projekt.Żadnych przydasiów.I tego się trzymam.Doszło do tego,ze pierwszy raz oddałam do sklepu już zakupione moteczki!Kupiłam po 4 moteczki bawełny na dwie torebki na zamówienie a jedna okazała się nie w tym kolorze.Normalnie wrzuciłabym do pudła bo na coś się przyda, ale na co?Po co mi 20 dkg bawełny w nie moim kolorze? Z bólem serca(bo jak to tak?) ale konsekwentnie zwróciłam je do sklepu :( Sorry Makunko za kłopot.
A co to ma wspólnego z żakiecikiem?A to ,że z zapasów wyciągnęłam kolejną po po zielonym Lino włóczkę w celu pozbycia się tychże zapasów.
Włóczka ( Tussor z Gruendl-Wolle )zakupiona okazyjnie (czyt.z przeceny:)) przed kilku laty nie wiadomo na co(bo na coś się przyda:)).Kolor dziwaczny,majtkowy jakiś ,skusił mnie chyba skład -45% jedwab,32% bawełna i 23% poliamid.Ten jedwab szczególnie:)))Włóczka okazała się sznurkowata,niezbyt cienka-50g/100m,opleciona jakby siateczką która niesamowicie się zaciąga.
Długo się zastanawiałam co można z niej zrobić,miałam tylko 30 dkg a ja do najmniejszych nie należę,dwa razy zaczynałam i prułam a w końcu stanęło na czymś rozpinanym.Tak naprawdę bluzka jest bez zapięcia,może doszyję jeden guzik u góry ale w zasadzie nie zamierzam jej zapinać,zresztą jest na to za wąska,chyba się też nieco skurczyła w praniu .Robiona od góry na drutach 3,5 ściegiem pończoszniczym.Jedyną ozdobą jest rząd dziurek biegnący dookoła.Całość wykończona naturalnie ulubionymi rakowymi:))
Myślę,że mimo majtkowego,nijakiego koloru będzie się nadawała do noszenia.I tak mam kolejny nowy ciuch i wyrobioną kolejną zalegającą włóczkę:))
Miłego weekendu:)))
U mnie słońce praży a wokół trwają żniwa co skutkuje tym,że wszystko zasypane jest słomianym kurzem:))
Super żakiecik !
OdpowiedzUsuńDziękuję:))
UsuńBardzo ładny , malutki sweterek. Te dziurki wokół są delikatną ozdobą . A co do majtkowego koloru , to mnie się kojarzy z różem ;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci bardzo sylwetki. Laseczka się z Ciebie zrobiła. Wiem , wiem , że to przyszło samo ale pamiętam jak objadałaś się kapuścianą zupą. Pozdrawiam .
Jadziu,kapuściana zupa to przeszłość,w ogóle te wszystkie diety,człowiek tyje po nich jeszcze szybciej.Teraz tylko mam nadzieję,że tak mi zostanie,choć nie powiem,staram się ze względu na chorobę zmienić nieco moje nawyki żywieniowe, co nie jest proste przy moim trybie życia.
UsuńCudna bluzeczka :-)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że właśnie zrobiłam sobie coś całkiem podobnego...? ;-) Właśnie się suszy :-) Mam nadzieję, że niedługo uda mi się zrobić zdjęcia i pokazać swoją.
Pozdrawiam serdecznie.
No to czekam Kasiu na twoją wersję:))Ostatnio co prawda,z różnych względów, nie zaglądam na blogi regularnie ale prędzej czy później obejrzę:))Serdecznie pozdrawiam:))
UsuńMnie się ten kolor bardzo podoba! Nie jest nijaki, tylko pastelowy, ani też majtkowy. W dodatku bardzo ładnie Ci w tej bluzeczce, bo kolor pięknie rozjaśnia i łączy się z kolorem włosów. Dla mnie bomba :))) Zresztą....ładnemu we wszystkim ładnie... :))) Jeszcze jasne, lniane spodnie by tu pasowały. Pozdrawiam Cię serdecznie. Tutaj też gorąco.
OdpowiedzUsuńP.S. Gratuluję wytrwałości, ja nadal szaleję z zamówieniami włóczek. Właśnie wczoraj nowe dostałam :) Wszystkie są na konkretne projekty :))))
UsuńDziękuję Eluś za dobre słowo:))Lniane spodnie są ale nie chciało mi się przy tym upale ich prasować:))Ty szalejesz z zakupami ale właśnie kupujesz na konkretne pomysły,to raczej z pomysłami szalejesz:)Mam nadzieję że wkrótce zobaczymy efekty tych szaleństw:))
UsuńWdzianko fantastyczne i bardzo dopasowane do właścicielki. Twój post Tosieńko jest tak życiowy, że aż się uśmiałam sama z siebie. Oj, niestety też kupuję moteczki bo się podobają i faktycznie, pomimo niezłego zapasu często muszę kupować inne, bo akurat takich brak. Muszę się wziąć jak i Ty na sposób, i kupować konkretnie na określone projekty, bo niebawem zasypię się wszelkimi przydasiami. A że działam w wielu technikach rękodzielniczych, to tych różności jest cała masa.Ale co poradzić, kiedy tak kuszą kolory.... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWiesz Mariwon,jeszcze te małe przydasie to -pomijając wydatki-można gdzieś upchnąć a moteczki zajmują niestety sporo miejsca a tego akurat to ja nie tylko nie mam w nadmiarze ale cierpię wręcz na ostry deficyt:))Pozdrawiam i życzę powodzenia w samoograniczaniu się:))
UsuńŚwietny, znakomity. Właśnie jako żakiecik a nie bluzeczka. Idealny do t-shirta i dżinsów.
OdpowiedzUsuńDziękuję,właśnie taki był zamysł:))
UsuńKochana - post jakby o mnie... Właśnie tak kupuję włóczki, które potem leżą, a gdy mam wydziergać coś "na już" to właściwej włóczki nie mam oczywiście w swoich zapasach i ... kupuję... Jej, czas coś z tym zrobić. Staram się wyrobić co się da, ale idzie mi to opornie. Twoja bluzeczka jest bardzo ładna. a kolor określiłabym jako pastelowy!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie,
Asia
Asiu,myślę że mało która jest taka zdyscyplinowana,zeby kupić tylko to co potrzebne,zwłaszcza że wybór jest oszałamiający:))Ja na razie się trzymam,nie to że w ogóle nic nie kupiłam ale to co zakupione ma konkretny cel.No i udało mi się dwie zalegające włóczki zamienić na dwa fajne ciuszki,czyli już jest "do przodu":))
UsuńPrzy ciemnej koszulce wygląda rewelacyjnie :)
OdpowiedzUsuńTak czułam ,że to się sprawdzi choć koszulka nie czarna:))
UsuńMarzy mi się taki ciuszek:)Piękny:))))pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńAnitko,robótka prosta i szybka,tylko dziergać:))
UsuńPiękny żakiecik. Na chłodniejsze wieczory. Kolor pastelowy do ciemnych trykotek super.
OdpowiedzUsuńBardzo ładnie w nim wyglądasz. Serdecznie pozdrawiam.
Dziękuję Teresko:))Pozdrawiam Cię:))
UsuńTosiu bluzeczka super ale nic widzę ,że pięknie wyglądasz , jaka to dieta?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Alu Metformax ;)
UsuńZ tymi włóczkami to tak jest, może je kupujemy bo po pierwsze lubimy kolekcjonować włóczki , a dopiero później coś z nich zrobić. Samodyscyplina to trudna rzecz, podziwiam! Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńMasz rację,przede wszystkim mieć,miziać,cieszyć się ;)Niektóre włóczki są takie piękne,że aż żal z nich dziergać:))
UsuńKolejny piękny i pomysłowy udzierg w Twoim wykonaniu. Wyglądasz przepięknie. Ja robię coś podobnego tylko z lnu i wiskozy. Męczę już dość długo i by mi się marzyło żeby choć w połowie wyglądał tak szykownie jak Twój.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Hanna
Dziękuję bardzo Hanno :))Jak już zrobisz to koniecznie się pochwal,len i wiskoza to fajne połączenie,na pewno będzie bardzo ładny:))
Usuńkolor delikatny, uniwersalny się zdaje, do wszystkiego
OdpowiedzUsuńozdobny guzik albo jakaś broszka mogłaby być
likwidacja zapasów, to dobry pomysł!!!
przydałoby sie realizować
Nad guzikiem pomyślę,może coś znajdę w zapasach,jakiś jeden mógłby być,taki z masy perłowej na przykład,prawda?
UsuńProblemu nie było! I miło było poznać w realnym świecie!
OdpowiedzUsuńA wyrabianie zapasów rozumiem doskonale, łapania okazji też :)
Mnie też było miło i cieszę się,że nie było problemu:))Podejrzewam, że gdybym była z motkami osobiście to pewnie nie wytrzymałabym i zamieniła na inne ale nie wystarczyło mi czasu na Wrocław:))
UsuńWłaśnie znalazłam Twojego bloga i czytam go od tyłu (czyli od teraźniejszości), jestem przy Semele i chociaż pewnie już 175492 osób Ci o tym pisało, to ja też muszę. Uwielbiam Twoje przypadki! One Cię z pewnością też uwielbiają i przyczyniają się (poza Twoim talentem rzecz jasna) do takich cudnych efektów. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńPS. Ja też właśnie likwiduję zapasy, ale dopiero od dwóch tygodni, więc nie wiem czy to się liczy. :)
Bardzo się cieszę że zyskałam nową czytelniczkę i witam serdecznie:))Dwa tygodnie liczą się jak najbardziej,każdy dzień się liczy:))Moje likwidowanie zapasów nie trwa dużo dłużej:))Serdecznie pozdrawiam:))
UsuńSuper okrycie na letnie, ciepłe wieczory :) Takowych Ci Tonko życzę :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŻakiecik jest świetny - od razu skojarzył mi się z Jacqueline Kennedy :)
OdpowiedzUsuńUkłada się pięknie, przyda się na lato, no i przydasiów dla Miecia się pozbyłaś :) Włóczka chociaż problematyczna (ta siatka i łatwość zaciągnięcia) po przerobieniu wygląda bardzo ładnie, a jej skład naprawdę zachwyca).
Chyba każda dziewiarka zna problem nadmiaru kłębków - u mnie kilka lat trwało zanim zrozumiałam, że nie chcę każdej włóczki, jaką mogę mieć i że często nie warto zaśmiecać sobie mieszkania czyimiś komunistycznymi zapasami. Mam jeszcze sporo takich kłębków, przerabiam je powoli i już nie mogę doczekać się chwili, gdy do dyspozycji pozostaną mi tylko piękne, nowe i celowe zakupy, jakie staram się robić od jakiegoś czasu. Nie doszłam jeszcze o tego, żeby kupować tylko włóczki na konkretne projekty - czasem po prostu muszę coś mieć (tak ostatnio było z Moiną), jednak zamiast jednego kłębka na próbkę wzięłam ich 5 planując ogólnie, że powstanie z nich letnia bluzeczka. Staram się tak postępować ze wszystkimi włóczkowymi zakupami, no i próbuję je ograniczać, chociaż moim standardem są comiesięczne zakupy, a nie zawsze przerabiam kłębki tak szybko.