Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Spod gruszy

       Pod gruszą pada deszcz :))Już był mocno wyczekiwany,po roślinach widać było,że mocno wody potrzebują.W beczkach też znacznie wody ubyło.Po wiosennych ,niemal nieustannych deszczach,ostatnie tygodnie znów były bardzo suche.Ziemia wprost betonowa,szczególnie że u mnie przeważnie glina.
Dobrze też że pada bo mam więcej czasu ,żeby ogarnąć choćby zbiory.
Ususzyłam trochę nagietka i poczynię sobie cudowną maść na dolegliwości wszelakie.

Nagietki rosną gdzie same chcą,pozwalam im się panoszyć bo nie dość że ładne,to jeszcze pożyteczne z nich ziółko.
Widać jak coś zeżarło mi kapustę.Złapałam w niej małe ślimaczki ale może miały jeszcze jakichs kompanów do stołu :/
Tu widać jakie pożarte są kapusty.Złapałam na nich małe ślimaczki ale nie wykluczone że miały jeszcze inne towarzystwo do stołu :(.

Powojnik Blue Angel odżył po spryskaniu go Mospilanem.Wcześniej wszystkie kwiaty były podziurkowane jak sito przez jakiegoś szkodnika.


 


Wiecie jak wygląda niebieska dalia?Tak jak na zdjęciu poniżej.To kolejny bubel ze sklepu internetowego Świat kwiatów.pl.Zamówiłam tam mekonopsa-był tak wyschnięty że w ogóle nie ruszył,to samo z tuberozą,niebieska dalia jest taka jak widać różowa,no chyba że ja daltonistką jestem.Jeszcze jest róża która też wyglądała bardzo marnie ale w końcu jakoś dała radę,może dlatego że akurat dużo padało. Choć jeszcze nie kwitła i nie wiadomo czy jest taka jak miała  być.Aha,i lilia drzewiasta,której do drzewa daleko ale to już może wina stanowiska i suszy.Wszystkie rośliny zamówione wiosną w jednej przesyłce.Może to przypadek ale już raczej tam nie będę zamawiała.


Pierwszy raz posiałam tę okrągłą cukinię Tondo i nie bardzo wiedziałam co z niej zrobić.Internety podpowiedziały,że świetnie nadaje się do faszerowania.Spróbowałam i rzeczywiście smaczna.Nafaszerowałam ją warzywami z kaszą jęczmienną.Już urosły następne i czekają na farsz:)).

Cukinia rośnie pięknie w przeciwieństwie do np.ogórków czy pomidorów.Właśnie próbuję zrobić z niej keczup.
Rozwichrzony pięciornik kwitnie,w przyszłym roku zostanie przycięty do samej ziemi bo się za bardzo rozbujał.

Jabłka mam tylko na jednej jabłonce za to obrodziły nadzwyczaj obficie.

Niestety spadają.Szkoda żeby zgniły pod drzewem więc systematycznie zbieram i przerabiam na  przecier, choć bez przecierania.Papierówki mają mierny smak w słoiku ale ja jabłka uwielbiam i dla mnie są jak najbardziej ok.

Posiałam trochę słoneczników ale rosną marnie,za to te które wysiały się same, rosną nad podziw.
Ten wlazł na dziko do  skrzyni i rośnie jak szalony,tu miał już 2,37 m i jeszcze urósł.



Driakiew.Taka skromna a taka ładna.

A po przekwitnięciu ma takie cudne kulki, schnące teraz razem z lawendą.




Jest taka strona/blog pod nazwą CHPD czyli Chujowa pani domu.Moje ostatnie cukiernicze wyczyny akurat podpadają pod ten temat.
Zebrałam troszkę wiśni a wszak nie ma nic pyszniejszego od placka z wiśniami.No i nie ma to jak pieczenie z wyłączonym myśleniem.Od przyjaciółki dostałam przepis ale nie przyszło mi do głowy dopytać na jaką blaszkę ta ilość ciasta.Choć z drugiej strony gdybym chwilę pomyślała a nie robiła tego szybko i bezmyślnie to sama bym do tego doszła.Ale akurat myślenie poszło w tym czasie na długi spacer.Wzięłam dużą blachę i w połowie wyszło mi ,że coś tu jest nie tak.No trudno,najwyżej nie będzie drugiej warstwy ciasta,wykleiłam ile się dało i wykładam wiśnie - kurcze,wiśni też za mało.Miałam dwie łodygi  rabarbaru,dołożyłam - wciąż jeszcze za mało,no to jeszcze starłam jabłko.Przywaliłam to wszystko bezą i do pieca.
Cóż....Ciasto zniknęło błyskawicznie i na dodatek każdy mógł sobie wybrać kawałek z takimi owocami jakie lubi:))))))



Jesień idzie ?
Miłego tygodnia:))

piątek, 31 lipca 2020

Jednodniowa ucieczka....

....od codzienności.

Była taka niedawno -kierunek Poznań.Tym razem drobna sprawa będąca pretekstem do wyjazdu skierowała nas na południe Polski.Sprawa do załatwienia była w Bielsku-Białej i od tego miasta zaczęliśmy.



W Bielsku dotąd nie byłam.
Miasto  bardzo mi się spodobało,dużo w nim zieleni na co ,jako maniaczka zielonego,jestem szczególnie wyczulona.


Co mnie zaskoczyło,to ogromna ilość cukierni w centrum miasta.Czyżby mieszkańcy tak wielkimi łasuchami byli?:))



Bardzo ładne to centrum ale przyjemność psuje przebiegająca przez nie  bardzo ruchliwa ulica.





Zabawna nazwa:przechód schodowy:)).Ale sam przechód ładny,cały w kwiatach .







Nasze wycieczki przygotowane ad hoc są zwykle krótkie acz intensywne i siłą rzeczy powierzchowne.Nie ma czasu na dogłębne zwiedzanie,wpadamy do centrum (zwykle),zobaczymy co się da i dalej.

W Bielsku-Białej wpadliśmy na Rynek z przyległościami,zapomnieliśmy odwiedzić Reksia,załatwiliśmy naszą sprawę i w drogę.
A jeszcze,gamonie ,zapomnieliśmy zapłacić za parking,na szczęście obyło się bez mandatu:)).
Mój towarzysz  chciał odwiedzić Wisłę i Żywiec.Mnie tam było zarówno(jak powiadano w "Chłopach") bo nie znałam żadnego z tych miejsc.Zatem kierunek Wisła.Idąc na żywioł czyli jeżdżąc bez przygotowania i sprawdzenia tych miejsc,trafia człowiek na różnego rodzaju niespodzianki.Za Ustroniem,obejrzanym tylko z okien samochodu,wpadliśmy w na roboty drogowe,które ciągnęły się chyba do połowy Wisły.

Ruch wahadłowy zabrał nam chyba z godzinę albo coś koło tego.Sama Wisła mi się podobała choć też obejrzana przejazdem.
Celem była Wisła-Malinka i skocznia im.Adama Małysza.Małysza nie zastaliśmy ale skocznię jak najbardziej.
Do tej pory skocznie widywałam tylko w telewizji.A nie ,jako dziecko kolonijne widziałam jedną w Szczyrku ale to było tak dawno,że właściwie się nie liczy.Ta zrobiła na mnie duże wrażenie,szczególnie  patrząc z góry bardzo doceniłam odwagę skoczków.

Wjazd kolejką -15 zł od sztuki.Wejście na taras widokowy-po 2 zł.
Mi zjazd kolejką  dostarczył już wystarczających emocji:))))

Mojego towarzysza podróży cały czas zastanawiał inny fakt.Otóż skocznia jest imienia A.Małysza ale konia z rzędem temu ,kto znajdzie tam na miejscu jakąś informację o tym-tablicę,szyld czy cokolwiek.No chyba ,że jest jakoś dobrze ukryta.Czyżby właściciele skoczni,ktokolwiek to jest,mieli do naszego dobra narodowego jakieś wąty? Ktoś coś wie? 

Dokąd teraz?
Musiałam zdecydować.Jako że jestem o rzut beretem z antenką od Koniakowa więc koronki może?Ale niestety,sprawdziłam w sieci i koronki okazały się być zamknięte.No to kierunek Żywiec.
Przelecieliśmy przez góry malowniczą drogą składającą się z samych zakrętów,
przelecieliśmy przez Szczyrk nie zatrzymując się 


....i dolecieliśmy do Żywca.
I jadąc tak tymi drogami uderzyła mnie,nie pierwszy raz zresztą,ogromna ilość reklam wszelakich a wszystkich jednakowo brzydkich .Gdy się tak przejeżdża, ma się wrażenie jazdy przez śmietnik.Nie widać miejscowości ,nie wiem czy są ładne czy nie,widać tylko reklamy,reklamy,reklamy.Ohyda.Czy nie można by tak zamiast uchwalać debilizmy w rodzaju"wolne od LGBT" czy też inne ,równie kuriozalne,uchwalić zakazu zaśmiecania reklamami?
Żywiec.Chcieliśmy dojechać do Rynku ale przez nieporozumienie zaparkowaliśmy od niego dość daleko,przez co musieliśmy przejść spory kawałek przez miasto.I nie spodobało mi się.Sorry mieszkańcy Żywca.Jakieś takie mocno zaniedbane,takie odniosłam wrażenie.
Trudno było znaleźć tabliczki z nazwami ulic,na moście nie było nazwy rzeki,którą się na ogół zwyczajowo umieszcza.Google podpowiedziało,że to Soła.
Za to samo centrum już ładne,ładny Rynek.

 
Zabytkowy pałac Habsburgów z pięknym parkiem.Niestety było już za późno na zwiedzanie.










Zgłodnieliśmy ,trzeba było poszukać jakiegoś fajnego miejsca.Trafiliśmy do Żywieckiego Browaru Rzemieślniczego Krajcar i to był dobry wybór.


Zjedliśmy smaczny obiad,kto mógł wypił pyszne piwo(dobrze być pasażerem :)))


W cukierni w Rynku wypiliśmy kawę ,zjedliśmy lody i zakupiliśmy na drogę przepyszne jagodzianki.Tanie nie były (7 zł szt)ale smaczniejszych w życiu nie jadłam.


No i znów pytanie?Gdzie jeszcze?
Po drodze  była Pszczyna,tam też nie byłam.Ok,więc Pszczyna ale że za pilota robił gamoń,to przegapiliśmy zjazd i chcąc,nie chcąc musieliśmy jechać aż do Cieszyna żeby wrócić na właściwą drogę.Ale co tam ,Cieszyn też dobry i nam bliżej nie znany:)))
Po drzewach widać,że jesteśmy jednak na południu.U nas takie wysokie nie rosną.
Ładny ten Cieszyn,taki bardziej czeski wydaje się.

Trafiliśmy na taki uroczy mały skwer czy park,tylko po jaką cholerę na najbardziej widocznym miejscu umieszczać taką szpetną tablicę z regulaminem korzystania z parku?
Tutaj oczywiście też Rynek:)))Ale nawet gdybym chciała jeszcze gdzieś się włóczyć,to już nie miałąm siły.A i wracać już był czas najwyższy bo kawał drogi mieliśmy przed sobą.
Ta nieproporcjonalnie  wysoka kamienica była do kupienia więc gdyby ktoś,coś ;)



No i koniec wycieczki ,proszę koleżeństwa:)))Wracamy.



A żeby tak jeszcze nawiązać do  tematu głównego bloga,to na sobie mam świeżo uszyte spodnie.A ponieważ uszyłam dwie pary to napiszę o tym doniosłym fakcie osobno ;).

P.S.
Nowy interfejs wkurzył mnie do nieprzytomności,żeby nie powiedzieć dużo dosadniej!Napisałam cały post ,zamknęłam i po ponownym otwarciu okazało się,że nie ma 3/4 posta! Wszystko trzeba było pisać na nowo.!Do tej pory wszystko zapisywało się automatycznie i ani razu nie było tego rodzaju problemu.Mało tego,drugi raz wcięło mi cały początek!I ten początek znikał mi wciąż aż musiałam go przełożyć .
Zmarnowana kupa czasu!
Niech mi ktoś wytłumaczy po co "ulepszać"coś co jest dobre?!
Co za ............... to wymyślił!!!!!
(w miejsce kropek wstaw dowolne słowo,byle dostatecznie obelżywe)

Miłego weekendu :))