Kupiła sobie nie wiadomo po co motek kremowej włóczki skarpetkowej.
Skoro już ją kupiła to zaczęła semele dziergać bo akurat wszyscy to dziergali.
W trakcie uznała,że chyba ma za mało tej włóczki-dokupiła drugi motek.
Dziergała dalej.
Ledwo przekroczyła półmetek ,przestało jej sie to podobać.
Spruła kawałek.
Fejsbukowiczki ją zakrzyczały,że szkoda,że niech nie pruje itd.itp.
Zaprzestała destrukcji i znów dziergała po drodze gubiąc/przeoczając środek.
Dziergała dalej.
Zabrakło na końcówkę.
Dziergaczka w Polsce a taka włóczka za Odrą ,ups.
Jako,że zdrowo walnięta dokończyła niebieską,a co.
Co robi z tym fantem?Farbuje ,bo co innego jej pozostało.
Wywaliła cały farbkowy stan posiadania.
Jako że nie ma o tym zielonego pojęcia ,farbuje jak popadnie.
Popadło tak:
Śmiech na sali.
Co robi?Dalej farbuje,a cóż by innego.
Pociapała tym razem czarną,zawinęła w foliowy rękaw do pieczenia i na parę.
Zostawiła kolorowe brzegi..
Wywaliła kobyłę wielką (ponad 20 dkg włóczki! ) na trzy paczki puzzli.
Nie była pewna czy jej się podoba.
Skonsultowała z innymi nawiedzonymi z wynikiem pozytywnym dla kobyły.
No to jest.






