Były druty,było szydełko to na odmianę coś uszytego.
Próbuję pozbywać się nie tylko włóczek ale i nagromadzonych materiałów.Wychodzi mi to oczywiście różnie,bo jednego kawałka się pozbyłam za to dwa dokupiłam :)))
W zapasach materiałowych znalazłam kawałek tkaniny,nie wiem co to jest ale jest ładne,nie grube,jasne,leciutko kreszowane z delikatnym srebrnym połyskiem.Kawałek nieduży,tak w sam raz na prostą koszulkę bez rękawów.Prościzna totalna,dwa prostokąty zszyte razem z wycięciem na głowę.Rzeczone wycięcie i brzegi rękawków obszyłam atłasową lamówką.Z kawałeczka atłasu doszyłam kieszeń (bo kieszenie to ja przecież pasjami :)) no i voila :
Kolejna rzecz to właściwie naprawa.
Lubię takie długie koszule,które narzucam sobie letnią porą na jakieś koszulki na ramiączkach.Jedną z nich przedziurawił mi pazurami któryś z kotów.Szkoda mi było wyrzucić,zastanawiałam się jak to naprawić aż przy porządkach wpadła mi w ręce stara serwetka.Serwetka?Może.
Nie wiem czy będę nosić ale w sumie?Czemu nie.Kto bogatemu zabroni z serwetką na plecach latać? :))).

















