Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

sobota, 7 października 2023

T-shirty

 Były druty,było szydełko to na odmianę coś uszytego.

Próbuję pozbywać się nie tylko włóczek ale i nagromadzonych materiałów.Wychodzi mi to oczywiście różnie,bo jednego kawałka się pozbyłam za to dwa dokupiłam :)))

W zapasach materiałowych znalazłam kawałek tkaniny,nie wiem co to jest ale jest ładne,nie grube,jasne,leciutko kreszowane z delikatnym srebrnym połyskiem.Kawałek nieduży,tak w sam raz na prostą koszulkę bez rękawów.Prościzna totalna,dwa prostokąty zszyte razem z wycięciem na głowę.Rzeczone wycięcie i brzegi rękawków obszyłam atłasową lamówką.Z kawałeczka atłasu doszyłam kieszeń (bo kieszenie to ja przecież pasjami :)) no i voila :







A co dokupiłam? Dwa kawałki dzianiny na t-shirty.Tego typu koszulek nigdy nie za wiele a jakoś mi ostatnio "wyszły".Ponieważ uziemiona jestem ,nie bardzo mam czas żeby jeździć gdzieś na zakupy a koszulkowa oferta targowa jakoś mi nie bardzo odpowiada.Próbowałam kupić coś przez internet ale to też porażka bo ciągle coś nie tak.Z kolei kupowanie tkanin w sieci to również loteria , Wpadła mi jednak w oko reklama Teofilowa  i pomyślałam,że spróbuję bo i ceny w miarę .Okazało się,że jakości też nie można nic zarzucić,fajna porządna dzianina.Na razie na próbę uszyłam jeden t-shirt,drugi czarny czeka w kolejce.Obszycie dekoltu mi nie wyszło ale może po praniu będzie lepiej.Optymistka,nie:)))W każdym razie już wiem gdzie kupować dzianinę na kolejne.




Kolejna rzecz to właściwie naprawa.

Lubię takie długie koszule,które narzucam sobie letnią porą na jakieś koszulki na ramiączkach.Jedną z nich przedziurawił mi pazurami któryś z kotów.Szkoda mi było wyrzucić,zastanawiałam się jak to naprawić aż przy porządkach wpadła mi w ręce stara serwetka.Serwetka?Może.



Nie wiem czy będę nosić ale w sumie?Czemu nie.Kto bogatemu zabroni z serwetką na plecach latać? :))).
Zobaczymy w przyszłym sezonie.Wyrzucić zawsze zdążę.
Miłego ,już jesiennego,weekendu :)

piątek, 29 września 2023

Jeszcze lato


     I za oknem i w moich robótkach wbrew kalendarzowi trwa wciąż lato.I właśnie ostatnią letnią rzecz w tym sezonie chciałabym zaprezentować.Trochę późno jak na  lnianą, dziurawą sukienkę ale na następny sezon będzie jak znalazł.Na chybcika,póki aura wciąż letnia,udało się nawet obfocić.Co prawda pora dnia zupełnie do tego nie odpowiednia, bo to niemal samo południe,ale że akurat był i fotograf,i pogoda to trzeba było to wykorzystać.


Słońce oślepiało a okulary słoneczne tak skutecznie podczas przeprowadzki się zawieruszyły,że do  dzisiaj się nie ujawniły  :)).

W to miejsce nie zaglądałam od lat.Jest na uboczu ,zupełnie mi nie po drodze.Stacja kolejowa.Kiedyś tętniąca życiem i jak wiele,wiele innych umarła w czasie transformacji.Została przekształcona w budynek mieszkalny i choć ludzie tam mieszkają,z zewnątrz przedstawia opłakany widok.Po peronie i torach nie został prawie żaden ślad.Smutno jakoś.





Do stacji prowadzi ładna choć zaniedbana ulica,mało kto po niej jeździ,chyba tylko nieliczni mieszkańcy, ale może właśnie dlatego zachowała swój urok i nikomu nie przyszło do głowy ,żeby zalać asfaltem ten ładny ,poniemiecki bruk.Odkąd sięgnę pamięcią,przy ulicy rósł gąszcz krzewów i o dziwo nic się tu nie zmieniło.




Ale o sukience miało być.Może ktoś jeszcze pamięta,że uparcie pozbywałam się zapasów włóczki i właśnie w ramach tego pozbywania się powstała ta sukienka.Ostatnio w użyciu były tylko druty i  bardzo chciało mi się już szydełka.Gdy już wpadły mi w ręce szpule z lnianą przędzą ,po bluzce wzięłam się za szydełko i to z  takim dawno u mnie nie widzianym zapałem,że sukienka powstała błyskawicznie.Teraz tylko trzeba będzie uszyć do niej odpowiedni spód ,ale na to będzie dość czasu zimą. Sukienka miała być dużo obszerniejsza i taka była gdy ją przymierzałam.Brałam pod uwagę,że zbiegnie się w praniu ale myślałam ,że raczej na długość,tymczasem zbiegła się na szerokość.Na szczęście nie na tyle,żebym w nią nie weszła ale nie taki był plan.



Z każdej szpuli wzięłam jedną nitkę i powstał melanż w jakimś takim ziemistym kolorze, ale w sumie podoba mi się.Najgorsze jest to,że tej przędzy jakby w ogóle nie ubyło :(.Chyba nigdy nie pozbędę się tych zapasów pomimo tego,że jeden karton włóczek sprzedałam,jeden wielki oddałam do domu opieki na terapię zjęciową ,kolejny całkiem spory wysłałam właśnie na zajęcia dla dzieci.Do tego wciąż staram się je wyrabiać a ich, mam wrażenie, jest wciąż tyle samo.
Post bez kota jest postem straconym ;))

Wzór na sukienkę zaczerpnęłam z chusty Klaziena ,jest darmowy.

Na zdjęciach wykorzystałam moją zapomnianą już właściwie ozdobę/bransoletę na rękę,też z tego samego lnu ,z mojej siermiężnej serii.

Również prawie zapomnianą,choć w tym roku ją wywlokłam na światło dzienne,lnianą torebkę.Właściwie torebek to ja od dłuższego czasu praktycznie nie noszę,wystarczą kieszenie i jakiś wór na zakupy,nic dziwnego że zapominam że jakieś mam.


     

No,to teraz mogę w Biedrze szyku zadawać ;).

Miłego,jeszcze letniego weekendu:).