Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

czwartek, 6 sierpnia 2020

Szydełko +druty

      To już doprawdy nudne,szczególnie dla mnie, to moje nieustające  wyrabianie zapasów.
Tym razem z pudeł wywlokłam 2 kłębki groszkowej cieniowanej Maxi z metalizowaną nitką,6 małych  kłębków kremowej mikrofibry i szpulka jakichś bliżej nieokreślonych nici.

Pojedynczo każda z tych nitek była mi na nic bo jakichś serwetek czy czegoś w tym stylu raczej nie robię.Z mikrofibry zrobiłam tylko elementy maskujące do poplamionej lampy.Ponieważ wszystkie pasowały do siebie kolorystycznie,postanowiłam je połączyć.Kolorek taki sobie,cukierkowy i raczej mało  elegancki ale mnie się spodobał:).Te nitki też niekoniecznie na ciuchy ale co to szkodzi spróbować?Akurat w tym samym czasie wpadł mi w oko wzór Elara pullover Whitney Hayward, który akurat  z okazji koronawirusowego lockdown był  dostępny za darmo.I zaczęłam coś tworzyć.
Początkowo całość miała być zrobiona na szydełku tak jak we wzorze.Zakładając oczywiście,że nitek wystarczy.Zrobiłam,a jakże,jednak bluzka okazała się sięgać do miejsca gdzie normalni ludzie mają talię a ja -oponę.Coś z tym trzeba było zrobić.Zaczęłam jakieś kombinacje szydełkowe z pozostałymi nićmi ale to wszystko było do niczego.Cóż tradycji musi jednak stać się zadość-prucie.Sprułam do karczka.Szydełko jest wybitnie niciożerne,wymyśliłam więc że na drutach powinno wystarczyć na długość pozwalającą na ukrycie  również opony.
Nabrałam oczka na brzegu karczka i poleciałam początkowo prostym ściegiem pończoszniczym ten jednak  zaczął mi zbaczać w bok.No to znowu prucie.Myślałam o ryżu ale ryżu nie lubię dziergać i w końcu wymyśliłam ściągacz.Może niezbyt szczęśliwie biorąc oponę pod uwagę, ale spróbowałam.
Wyrobiłam do końca kordonek i mikrofibrę,zostało mi tylko dużo tych szpulowych.I niby wszystko dobrze, ale....
Jakoś tak przy tych wszystkich kombinacjach z dołem bluzki,zupełnie przeoczyłam fakt,że karczek wyciągnął mi się do zupełnej nieprzyzwoitości:(((((

No i co teraz?Nosić się tego w tej postaci absolutnie nie da (chyba że w polu :))),co bardzo wyraźnie wyszło na zdjęciach.
Ja generalnie dekolty ,bo to już raczej dekolt niż karczek,bardzo lubię,im większy tym lepszy ale tym razem to już zdecydowanie przegięłam:)).Zastanawiałam się czy w ogóle te zdjęcia zamieszczać.
Pruć?Trzeci raz?No nie :((Rzucić w kąt?Szkoda trochę.Kombinować,jak zwykle.







No to kombinuję.Jeżeli nie pruć (nie!) to jakoś inaczej trzeba te dziury na biuście zlikwidować.Kupić wstążkę i przepleść?Ale wstążka nie wytrzyma prania i skąd wziąć taki akurat kolor a żaden inny mi tu nie pasuje.Zastanawiałam się nad różnymi możliwościami kilka dni aż przypomniało mi się,że zalega gdzieś u mnie taka tkanina zasłonowa,którą ktoś kiedyś mi zostawił.Sprawdziłam kolor-idealny:))I nawet ten połysk pasuje:)).
Początkowo chciałam pasek tkaniny przepleść ale w końcu po prostu przyfastrygowałam go od wewnątrz i tylko z przodu.
I oto wersja druga,poprawiona.


W tym wydaniu bluzka już nadaje się nie tylko na pole.
Ostatnio dziewczyny pozują do zdjęć w takich  pozach a la Marilyn Monroe,kolanko w kolanko i koniecznie dziubek.Nie udało się,ani dziubek ,ani kolanko,modelka ze mnie ,okazuje się,żadna,za to była kupa śmiechu:))).


Zebrane podczas sesji zielsko zdobi  kąt do tej pory(już ponad  tydzień chyba) i ma się dobrze.Przyznacie że jest niesamowicie ozdobne.A już dzika marchew to prawdziwa gwiazda i zasługuje  na najbardziej honorowe miejsce w ogrodzie.A nie wiem co to ta druga roślina.Ktoś wie?
P.S.
Na zdjęciach z pola mam drugie z uszytych ostatnio spodni.

Miłego zbliżającego się weekendu:))

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Spod gruszy

       Pod gruszą pada deszcz :))Już był mocno wyczekiwany,po roślinach widać było,że mocno wody potrzebują.W beczkach też znacznie wody ubyło.Po wiosennych ,niemal nieustannych deszczach,ostatnie tygodnie znów były bardzo suche.Ziemia wprost betonowa,szczególnie że u mnie przeważnie glina.
Dobrze też że pada bo mam więcej czasu ,żeby ogarnąć choćby zbiory.
Ususzyłam trochę nagietka i poczynię sobie cudowną maść na dolegliwości wszelakie.

Nagietki rosną gdzie same chcą,pozwalam im się panoszyć bo nie dość że ładne,to jeszcze pożyteczne z nich ziółko.
Widać jak coś zeżarło mi kapustę.Złapałam w niej małe ślimaczki ale może miały jeszcze jakichs kompanów do stołu :/
Tu widać jakie pożarte są kapusty.Złapałam na nich małe ślimaczki ale nie wykluczone że miały jeszcze inne towarzystwo do stołu :(.

Powojnik Blue Angel odżył po spryskaniu go Mospilanem.Wcześniej wszystkie kwiaty były podziurkowane jak sito przez jakiegoś szkodnika.


 


Wiecie jak wygląda niebieska dalia?Tak jak na zdjęciu poniżej.To kolejny bubel ze sklepu internetowego Świat kwiatów.pl.Zamówiłam tam mekonopsa-był tak wyschnięty że w ogóle nie ruszył,to samo z tuberozą,niebieska dalia jest taka jak widać różowa,no chyba że ja daltonistką jestem.Jeszcze jest róża która też wyglądała bardzo marnie ale w końcu jakoś dała radę,może dlatego że akurat dużo padało. Choć jeszcze nie kwitła i nie wiadomo czy jest taka jak miała  być.Aha,i lilia drzewiasta,której do drzewa daleko ale to już może wina stanowiska i suszy.Wszystkie rośliny zamówione wiosną w jednej przesyłce.Może to przypadek ale już raczej tam nie będę zamawiała.


Pierwszy raz posiałam tę okrągłą cukinię Tondo i nie bardzo wiedziałam co z niej zrobić.Internety podpowiedziały,że świetnie nadaje się do faszerowania.Spróbowałam i rzeczywiście smaczna.Nafaszerowałam ją warzywami z kaszą jęczmienną.Już urosły następne i czekają na farsz:)).

Cukinia rośnie pięknie w przeciwieństwie do np.ogórków czy pomidorów.Właśnie próbuję zrobić z niej keczup.
Rozwichrzony pięciornik kwitnie,w przyszłym roku zostanie przycięty do samej ziemi bo się za bardzo rozbujał.

Jabłka mam tylko na jednej jabłonce za to obrodziły nadzwyczaj obficie.

Niestety spadają.Szkoda żeby zgniły pod drzewem więc systematycznie zbieram i przerabiam na  przecier, choć bez przecierania.Papierówki mają mierny smak w słoiku ale ja jabłka uwielbiam i dla mnie są jak najbardziej ok.

Posiałam trochę słoneczników ale rosną marnie,za to te które wysiały się same, rosną nad podziw.
Ten wlazł na dziko do  skrzyni i rośnie jak szalony,tu miał już 2,37 m i jeszcze urósł.



Driakiew.Taka skromna a taka ładna.

A po przekwitnięciu ma takie cudne kulki, schnące teraz razem z lawendą.




Jest taka strona/blog pod nazwą CHPD czyli Chujowa pani domu.Moje ostatnie cukiernicze wyczyny akurat podpadają pod ten temat.
Zebrałam troszkę wiśni a wszak nie ma nic pyszniejszego od placka z wiśniami.No i nie ma to jak pieczenie z wyłączonym myśleniem.Od przyjaciółki dostałam przepis ale nie przyszło mi do głowy dopytać na jaką blaszkę ta ilość ciasta.Choć z drugiej strony gdybym chwilę pomyślała a nie robiła tego szybko i bezmyślnie to sama bym do tego doszła.Ale akurat myślenie poszło w tym czasie na długi spacer.Wzięłam dużą blachę i w połowie wyszło mi ,że coś tu jest nie tak.No trudno,najwyżej nie będzie drugiej warstwy ciasta,wykleiłam ile się dało i wykładam wiśnie - kurcze,wiśni też za mało.Miałam dwie łodygi  rabarbaru,dołożyłam - wciąż jeszcze za mało,no to jeszcze starłam jabłko.Przywaliłam to wszystko bezą i do pieca.
Cóż....Ciasto zniknęło błyskawicznie i na dodatek każdy mógł sobie wybrać kawałek z takimi owocami jakie lubi:))))))



Jesień idzie ?
Miłego tygodnia:))