Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

wtorek, 7 listopada 2017

Dla wnuczków

    Pisałam poprzednio,że coś szyłam.Takie małe co nieco tylko.Muszę jednak powiedzieć,że maszyna przyciąga mnie coraz bardziej i tylko chroniczny brak czasu stoi mi na przeszkodzie.No i koniecznie potrzebuję lepszego sprzętu.
     Ale do rzeczy:)))Starszy wnuczek otrzymał nowy wystrój wnętrza,nowe łóżko  i w ogóle nowe wszystko:)Chciałam się do tego nowego wystroju czymś dołożyć a z braku czasu na coś ambitniejszego,stanęło na poduszce.A żeby nie była zwykła,powstała zamotana.Najgorsze było napychanie jej  wypełniaczem bo nie mogłam znaleźć żadnej odpowiedniej rury,choćby takiej do odkurzacza.Miałam też taką fajną kartonową rurę,byłaby w sam raz ale też ją wcięło.Wszystko pewnie gdzieś w komórce jest w poremontowym bałaganie ale nie było czasu na gruntowne szukanie.W koncu znalazłam kilkunastocentymetrowy kawałeczek jakieś hydraulicznej rurki i tym się posłużyłam.Ciężko było,zwłaszcza że też tkaniny użyłam za mało elastycznej tylko że kolorystycznie mi pasowała.Wyszła taka raczej poduszka-poddupnik:))
       Dla najmłodszego,ośmiomiesięcznego Wiktorka postanowiłam uszyć kocyk do zabawy na podłodze.Chciało mi się bardzo spróbować patchworku ale znów ten brak czasu a tej techniki to ja się dopiero muszę nauczyć.Na razie zgłębiam "na sucho"podczytując blogi i przeglądając tutoriale.Na szczęście przypomniało mi się,że kiedyś kupiłam taką fajną tkaninę w koty,coś w rodzaju obiciówki.Myślałam o jakiejś torbie z tego czy coś w tym rodzaju ale jak prawie wszystko ,leżało i czekało na moją wenę lub wolny czas,a raczej na jedno i drugie.Nadało się akurat i jeszcze na tę ewentualną torbę zostało:))

W środek dałam warstwę ociepliny a pod spód jakąś mniej więcej pasującą tkaninę,kupioną nie wiadomo po co i zalegającą.Pospinałam to agrafkami jak patchwork i przepikowałam tak z grubsza po obrysach kotów.Daję słowo,na mojej opornej maszynie to było wyzwanie,a tu czas mnie jeszcze poganiał.Jakoś to wyszło,obszyłam to jasną lamówką(niestety ta lamówka to kompletna klapa,pośpiech jest jednak złym doradcą) i został mi jeden dzien na wypranie i wysuszenie.Wyprać wyprałam ale jak tu wysuszyć nie mając podwórka.W domu nie wyschnie przez 2 dni,wkładania do suszarki nie chciałam ryzykować.Ponieważ miałam iść na działkę ,w desperacji zabrałam koc ze sobą.Rozciągnęłam jakiś sznurek na ścianie altany i rozwiesiłam go.Na szczęście było słonce:)))Zdążyłam,uff:)))




Wyszedł prawie patchwork ;) 
Ale prawdziwy patchwork chodzi mi nadal po głowie.Przy okazji second hand-owych zakupów,nakupiłam wielkich bawełnianych koszul i mam już fajną kupkę na poczet tych przyszłych patchworków:)))


No kiedyś w koncu będę może trochę czasu miała:)))

sobota, 4 listopada 2017

Drobne zaległości

    Trochę tych zaległości mi się uzbierało gdyż te jesienne miesiące bardzo intensywne były i nie miałam głowy do ich prezentowania.Ponieważ miałam w planie wyjazd,chciałam przedtem jak najwięcej spraw ogarnąć.
Wciąż się pomału przeprowadzam ,co rozpakuję,próbuję sortować,pozbywać się niepotrzebnych rzeczy.Tym razem wzięłam się za włóczki.I się za głowę złapałam!Wcześniej poutykane w różnych miejscach nie rzucały się tak w oczy.

To co widać to tylko część,którą powyciągałam z tych różnych zakamarków.Są jeszcze dwa spore pojemniki,jeden z wełną ,drugi z bawełną.Już od dłuższego czasu jestem na odwyku,włóczek niemal nie kupuję,wyrabiam to co jest ale to jakieś szalenstwo,kiedy ja tego tyle zgromadziłam?!

     Korzystając z pięknej pogody,ogarniałam swoje miejsce pod gruszą.Ogarnianie polegało głównie na paleniu gałęzi pościnanych podczas sezonu i ścinaniu kolejnych.Zamierzam wyciąć trzy jabłonki,być może też czereśnię,zostanie śliwa ,grusza (bo pod czym będę leżeć?:)))i świeżo posadzona brzoskwinia.W zamian zamierzam posadzić kilka jabłonek kolumnowych.Dużych drzew po prostu nie ogarniam,trzeba je ciąć,czasem opryskać a to już dla mnie za trudne.

Zdążyłam posadzić kilka nowych roślin i trochę nowych cebulek tulipanów.A poza tym cieszyłam się ostatnimi pięknymi kwiatami.


I owocami:))Prawdopodobnie też ostatnimi ,przynajmniej z tej jabłonki.

Ten rok okazał się obfity w grzyby i takiej okazji nie można było przegapić.Pierwszy raz od dawna udało mi się połazić po lesie i nawet nie na darmo:))Grzybów było na tyle dużo,że nawet małe zapasy mam:))Nie tylko w słoiczkach ale i w zamrażarce a i ususzyłam też kilka.

I sok z własnych malin.Tego też od dawna już nie robiłam,to pierwsze "słoiki" od lat:))Ilość może niezbyt imponująca ale jeszcze kilka doszło.Mała rzecz a cieszy:))Mało tego ,tak się kuchennie rozpędziłam,że nawet chleb sobie piekłam.W koncu nowiuśki piekarnik niech do czegoś służy ;).Synowa w Szwecji piekła takie chlebki i tak mi posmakowały,że sama też zaczęłam piec.Chlebek jest pyszny,czosnkowy i bardzo łatwy do zrobienia.
Gdyby ktoś chciał spróbować ,to proszę,tu jest przepis.

Biorąc pod uwagę,że miało mnie nie być 1 listopada,musiałam przygotować wszystko wcześniej,między innymi popełniłam taki stroik.
 
Zdarzyło mi się też inne "dzieła"dekoracyjne popełnić,jako wymyślone "na szybko"prezenty:))



 A poza tym cieszyłam się wnukami i starałam się spędzać z nimi jak najwięcej czasu:))


Między innymi odwiedziliśmy z wnuczkiem fajne miejsce we Wrocławiu- Kolejkowo.Jak będziecie mieli okazję,to zajrzyjcie na Dworzec Świebodzki bo tam się to znajduje,warto.

 Poza tym wszystkim jeszcze szyłam ,szydełkowałam i drutowałam ale co, to może już pokażę "następną razą":))

Miłego weekendu:)))