Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

niedziela, 6 maja 2012

Zimno.I pada.

    Już drugi dzień tak.Mnie tam w gruncie rzeczy jest wszystko jedno ale współczuję ludziom,którzy cały tydzień czekają na sobotę i niedzielę .
A jeszcze w piątek było tak miło gdy się rowerkiem po zakupy machnęłam


 Pole pełne pyszności-szparagi.Uwielbiam!I bardzo się cieszę,że się właśnie na szparagów czas tu załapałam bo w Niemczech są chyba najsmaczniejsze.Najbardziej lubię klasykę czyli białe szparagi z kartofelkiem,szyneczką i sosem holenderskim.Pychotka,mniam.Az mi slinka leci,zwłaszcza,że ja znów na kapuście.U nas już też coraz częściej można szparagi kupić,chociaż jak zobaczyłam w pewnym sklepie szparagi wstawione jak kwiatki do wody to oniemiałam.
Z całą pewnością pracują na tym polu nasi albo Rumuni bo Niemcy już nie umieją szparagów zbierać i ze świecą Niemca na polu szukać.Chyba że właściciel:)))



Korzystając z ładnego popołudnia podrutowałam sobie na tarasie mając na przeciwko widok na piękne drzewa


i przeszkadzacza  za towarzystwo,któremu co i rusz musiałam piłkę rzucać :)


Ale mimo to udało mi się sweter dla syna dokończyć


Zużyłam 60 dkg Merinosa z Inter-Fox (100% wełna,100g/125m) i 5dkg ciemopopielatej resztki z swetra islandzkiego,która mi szczęśliwie została i mogłam ją wykorzystać gdy mi wełny zabrakło. Druty Addi nr 5.Pomysł i wykonanie własne :))Dekolt mimo poprawki wciąż jest nieco za duży stąd dość szeroka plisa.Musze go jeszcze wyprać ale z tym poczekam na trochę lepszą pogodę.


 Sweter robilam od dołu w całości i dopiero przy rękawach robótkę rozdzieliłam.Rękawy dorabiane od góry.
Całkiem fajnie się robiło bo wełna gruba i byłby szybciej gotowy gdyby nie to,że mam zwyczaj robienia kilku rzeczy na raz.
Tym razem tylko dwie,druga to tunika...


...która tez pewnie byłaby już gotowa gdybym się wreszcie zdecydowała jaką długą chcę ją mieć i czy z rękawem czy bez.

Zauważyłam ,że nie pokazują mi się w pasku bocznym niektóre blogi i to pomimo tego,że udało mi się je wreszcie dodać do listy.Jest to wkurzające.A może przekroczyłam jakiś limit obserwowanych :)))
Ten cholerny interfejs też mi działa na nerwy,na pewno nie jest lepszy od poprzedniego.
Koniec narzekań,wracam do tuniki:))

Miłego dnia :)))

Jadziu-nie wiem co robił i dlaczego,może gdybym się tak nie spieszyła to zapytałabym,może po prostu dla zabicia czasu.Usunęłam jednak to zdjęcie bo mam wrażenie,że naruszyłam jego dobra osobiste.Oto top jaki noszą gwiazdy:)))


Marlena-też żałuję,że nic nie dałam chociaż podejrzewam,że nie na nowy motek zbierał.U mnie jeszcze sie jakieś koronki zachowały,trzeba przejrzeć zapasy.
Tereska-ta czapka powinna chyba być robiona z grubej włóczki ,takiej jak w oryginale albo można dodać oczek przy przejściu ze ściągacza do wzoru,ja tak zrobiłam.
Viola-też tak mam ale ja szybko zapominam co widziałam i z małpowaniem jest problem:))
Anabell-Pozdrowię:)))Rzeczywiście Duselldorf jest ładniejszy.W  Zons jest w takie świąteczne dni zawsze pełno ,zaglądam tam w spokojniejsze,gdy turystów jest mniej:)
Ania-dziękuję:)Będzie mi bardzo miło jeśli tu jeszcze kiedyś zajrzysz :)
Eva-masz rację ,ja mam jednak problem z pomysłami i te niekiedy można zaczerpnąć własnie włócząc sie po sklepach :)

czwartek, 3 maja 2012

Różności..

Zajrzałam do wiadomego sklepiku.No i .....wiadomo,pusto nie wyszłam.Dwa moteczki na letni szaliczek i pisemka.





Do tego sweterka zapałałam uczuciem od pierwszego wejrzenia.


Na dzisiaj miałam zaplanowane dokończenie synowskiego swetra,który męczę już od jakiegoś czasu.Upałów tu nie ma więc można się wełną zabawiać.Nie obyło się bez prucia bo dekolt w nim prawie do pasa wywaliłam :)))


Potem mi nici zabrakło ale znalazłam coś co się nada i kombinuję.Miałam ambitne plany ale....
Ale trafiła mi się okazja do Düsseldorfu.No to jak się już trafiła to ja tam zawsze chętna :)))Düsseldorf pokażę innną razą bo z czasem nie wyrabiam a dzisiaj tylko zajawka.Polatałam trochę po sklepach jednak do najdroższych nie odważyłam się wejść,żeby mnie nie potraktowano jak w "Pretty Woman":))).W sklepach kolorowo,zwiewnie i koronkowo.


I szydełkowo-ciuchy w sieciówkach,torba w drogim sklepie


Koronki zarówno w tanich jak i drogich sklepach


U Zary znalazłam sobie fajny lniany top i stojąc w kolejce do kasy zobaczyłam przede mną aktorkę Ninę Gnaedig z jednego z moich ulubionych  seriali kryminalnych,SOKO Stuttgart.Kupiła ten sam top co ja.Głupio mi było tak bezczelnie ją fotografować więc jest tylko takie zdjęcie.


A tak wygląda w filmie :)W realu moim zdaniem jest ładniejsza :)


(Zdjęcie pochodzi stąd)

Na  dzisiaj tyle relacji .Reszta jak będę chwilę czasu miała.

Słodkich snów :))

JoKo witam Cię  u mnie serdecznie:))

Jadziu-na chustę wyszły mi prawie dwa motki,zostało troszeczkę z drugiego.
Faktycznie odchodzimy już od tego przesądu ślubnego,sama brałam ślub w maju bo ja w ogóle mało przesądna jestem, a małżeństwo trwało,powiedziałabym,nawet za długo :)))
Te majtki są super i ta roześmiana dziewczyna o rubensowskich kształtach:))
Zons to miasteczko jak najbardziej turystyczne,pokazywałam  je już kiedyś tutaj gdybyś była zainteresowana.
Marlena-dobry pomysł z wstążką ,podoba mi się ale chusta chyba tak jak jest pójdzie do pewnej pani, do której wstążka nijak nie pasuje.
To drzewo to na pewno jakaś odmiana derenia,ale jaka to nie mam pojęcia.
Anabell-chusta zostaje :))A dereń taki  też widziałam po raz pierwszy:))
Ewa-dziękuję:))A chusta zostaje :))
Violetta-ja tez uwielbiam przyrodę i z przyjemnością się dzielę tym co wypatrzę :))
Tereska-ciekawa jestem tego beretu,jak Ci wyjdzie.
Antonino- na pewno warto:))
Antosia-poczekałam z pruciem i chusta zostaje :))Do Ciebie pewnie też wiosna wkrótce zawita,tu jest zawsze nieco wcześniej a okolica rzeczywiście ładna.I w ogóle trzeba Niemcom przyznać ,że im się piękny kawałek świata trafił :)))
Elusiek-o tej stronie majowo-drzewkowej tradycji nie pomyślałam :)))Ale teraz to mało która drzewko dostaje,coraz mniej chętnych na takie szaleństwa,pewnie się teraz miłość sms-em wyznaje:))
Do Zons owszem rowerem ale to się nie liczy,jakiś kilometr raptem :))Rzadko pozwalam sobie na rowerek bo to i stawy mnie bolą i popaduje co i rusz a jazda w deszczu zupełnie mnie nie kręci.No i burzy na otwartej przestrzeni boje się ostatnio okrutnie a te się krecą i kręcą wokół.
Nitki A nitki-jest faktycznie cudownie zielono ,czysto na ogół też chociaż z tym też różnie bywa :))
Ala-to prawda,miejsce śliczne:)