Pierwsze kapciuszki dokonały żywota na wnuczkowych nóżkach,trzeba było zrobić nowe.Tym razem chciałam zrobić grubszą podeszwę bo w poprzednich zdarła się za szybko.Robiłam więc ją osobno z trzech nitek,osobno dorabiałam wierzchy. Nakombinowałam się okrutnie bo rzecz niby prosta ale nie tak do końca.Gotowy opis miałam po niemiecku ale nie chciało mi się w niego wgryzać,nie lubię robić z opisów,nawet polskich.Pytać też nie zwykłam o coś, do czego mogę dojść sama(patrz dyskusja u Pimposhki)No to zaczęłam po swojemu.Podeszwa -żaden problem,schody zaczęły się przy dalszym ciągu.Skończyło się bodaj czterokrotnym pruciem a efekty moich działań można obejrzeć poniżej :)))
Gotowy papuć przed filcowaniem,następnie do pralki na 40
i kapcie już sfilcowane.Trzeba je jeszcze czymś wypchać ,żeby kształtu nabrały,gazetami np.
Tak do końca zachwycona nie jestem ale już nie mam czasu na zabawę,kapcie może nie najpiękniejsze ale na pewno ciepłe .I o to chodzi.
Wydziergałam też torebkę ,też filcowaną.Tym razem ,całkiem wbrew moim zwyczajom,dziergałam dokładnie według opisu.Torebka wyszła jak należy ale z kolei zabrakło mi nici.W opisie jest 5 motków ciemnej i 1 jasnej wełny(w oryginale są to brązy) i tyle miałam.Widząc,że będzie mało domówiłam jeszcze jeden motek a i tak zabrakło mi na pasek :( Tu torebka już sfilcowana ale jeszcze w stanie surowym.Nie wiem co mam dalej z nią robić.Kupiłam jakąś taśmę ewentualnie na pasek ale,szczerze mówiąc , nie wygląda to najlepiej,na zamawianie kolejnego motka już nie mam czasu :(.Muszę skonsultować to z przyszłą właścicielką .
Wniosek z tego taki,że opis też nie daje żadnej gwarancji,że wszystko wyjdzie jak należy :))
Wełna zakupiona w Sklepie Inter-fox, 50m/50g
I to by było na tyle :)Spokojnej (i ciepłej)nocy :)