Między innymi dlatego rzadko Was ostatnio odwiedzam i komentuję,nie starcza mi cierpliwości a i czasu na czekanie w nieskończoność aż się kolejna strona otworzy.
Ale to tylko tak na marginesie.
Obfociłam wreszcie pomarańczową tunikę.
Pierwsza wersja z długim tyłem mi się nie spodobała.
Skróciłam tył....
.... i szczerze mówiąc teraz też mi się nie podoba.To znaczy nie podobam się sobie ja w tej tunice:)).No fakt,to nie tuniki wina że znów jakbym się nieco upasła ;)Co prawda byłam akurat po potężnej porcji przepysznych szparagów,gdzieś musiały się zmieścić no to i trudno potem wyglądać szczupło i ponętnie ;).
Wzorek skądsiś z internetu i chyba go niechcący wywaliłam bo nie mogę znaleźć.Szydełko jak zwykle z wytartym numerem więc nie wiadomo jakie-ale informacje,typisch tonka,żadnych konkretów:)))Wykorzystałam wszystkie 5 motków włóczki Alize Forever jakie miałam w zapasach.O 5 motków mniej :)))Sama jestem zadziwiona moją konsekwencją w wyrabianiu tychże;).
Następne motki z zapasów już są w robocie.
Skończyłam z zabawą i zaczęłam drutowanie.Jak zwykle bez ładu i składu,bez jakiejś przemyślanej koncepcji.Coś tworzę, mając nadzieję że na końcu wyjdzie coś sensownego.
Aha,tunika to będzie nr 18/52 z wyzwania u Yadis.
A na świecie pachnie oszałamiająco lipami,za chwilę dołączą do nich drzewa fasolkowe-jakże się one nazywają?Znów zapomniałam:)) - kwitną takie piękne derenie....

......i wszędzie pełno cudnych róż.Ale o różach to może innym razem:)))Jak dobrze pójdzie:))Nieśmiało dopraszam się o kciuki żeby poszło:))
To na tymczasem:)))
P.S.
Przypominam,że rozrzutna się zrobiłam i rozdaję to i owo .Jakoś wkrótce upływa termin zapisów więc jakby co to zapraszam:)))







