No dobrze,,przyznaję,tytuł jest grubą przesadą:))
Po pierwsze primo to ostatnio mam taką melodię do spania,że o której by ten mój świt nie był , trudno mi się z łóżka zwlec.Mocno podejrzewam o takie podstępne działanie tabletki szczęścia ale z drugiej strony od dawna tak dobrze w nocy nie spałam więc właściwie nie ma co narzekać:))
Po drugie primo ten świt wypada mi tak gdzieś w okolicach ósmej:)))
Ale jak już raczę się wreszcie obudzić, za oknem słyszę wesoło świergolące ptaszory.Dzięcioł,który podczas nawrotu zimy nieco ograniczył działalność,teraz wrócił i co rano też dołącza do koncertu ze swoim puk,puk.I jak tu dalej spać,trzeba wstać skoro świt:)))
Pierwsza czynność to naturalnie parzenie kawy .Już z kawą obserwuję co nowego u sąsiadów:))A po sąsiedzku w starym drzewie ,mieszkają dwie wiewiórki.
Sprawdzam czy już wybiegły na poranną przebieżkę po okolicznych drzewach i śniadanko z szyszek:))
Siedząc z kolei przy moim śniadanku,złożonym najczęściej z kolejnej kawy,mam naprzeciwko taki oto widok.Niby nic nadzwyczajnego,budynek jakiś.
Ale gdy się bliżej przyjrzeć,poniżej okna można dostrzec czarny punkt.Jest to otwór w murze.Kiedyś był mały,być może po rusztowaniu ale teraz pewni mali spryciarze otwór w jakiś sposób nieco powiększyli i...
....urządzili sobie tam wygodne mieszkanko:))Obserwuję te małe ptaszki już drugi sezon,dostarczają mi rozrywki przy nuuuuudnym śniadaniu.Kiedyś jeden z nich w jakiś sposób podpadł sroce.Goniła go aż do gniazda a potem długo siedziała,uczepiona muru ,usiłując się do niego dobrać.Nie udało jej się jednak:)))
I tak spokojnie zaczyna mi się dzień :)))
Powrót zimy był na szczęście krótki,śnieg stopniał i choć słyszę,że gdzieniegdzie jeszcze sypie,tutaj pada deszcz.Kwiatki chyba nie ucierpiały zbytnio od tej zimy,widzę że dalej kwitną w najlepsze.Trochę się też
ociepliło,jednak nie na tyle żeby się ciepła kamizelka nie przydała:))
Wreszcie ją zmęczyłam .
Właściwie może być też noszona jako bluzeczka gdy otrzyma zapięcie.Nie robiłam dziurek,chyba mam w domu delikatne plastykowe zatrzaski i te później przyszyję.Na razie wyraźnie jej czegoś brakuje.Na pewno przydały by się guziki.Muszę czegoś poszukać ale muszą być bardzo lekkie.Miałam zamiar zrobić kieszonki ale w końcu zrezygnowałam bo mając je z pewnością czymś napychałabym a to nie byłoby wskazane.
Kamizelka robiona jest od góry,dekolt z tyłu formowany rzędami skróconymi,poszerzałam przód dodając od góry oczka,robiąc coś w rodzaju zaszewki od dekoltu w dół.
Dookoła wykończona jest plisą "ryżową" i dla usztywnienia oczkami rakowymi.
Kamizelkę zrobiłam w dwie nitki z dwóch włóczek,2 motki Nako wygrane w candy i niewiadoma ilość "buklowatej"włóczki z Aniluxsu,powstała taka mieszanka wszystkiego:))Druty chyba nr 4,5.
Będąc na zakupach ,nie mogłam się oprzeć,żeby nie zajrzeć do szmatek i włóczek.Włóczkom dałam tym razem spokój ale za to w tkaninach zauroczyły mnie te koty:))Nie wytrzymałam i kupiłam,nie wiem na co,to rodzaj obiciówki ale może być z tego np.fajna torba a może coś całkiem innego:)))Prawda,że koty są super?Kolory są trochę przekłamane,w rzeczywistości dużo ładniejsze:))
A w niedzielę, we włoskiej restauracji obył się uroczysty obiad z okazji 95 urodzin pewnej damy:))Oprócz rodziny obecne były równie wiekowe przyjaciółki.Tylko pozazdrościć kondycji i żywotności.Jedna z dam,94-letnia, do ubiegłego roku jeszcze jeździła samochodem:))
I ja tam byłam,wino piłam,dobry obiad zjadłam:))))
Twarze nieco zamaskowałam,uroczystość była prywatna i pewnie nie każdy chciałby być pokazywany w internecie.
Nieodmiennie wiosny Wam życzę bo to co ludzie pokazują,te zawieje i zaspy przyprawiają o dreszcz.Cieszę się ,że udało mi się jednak uciec.
Miłego dnia:))