Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

środa, 30 maja 2012

Kolejny recykling

Stare spodnie,ręcznie dziergany szal i powstała kamizelka.

Szal był z jakiejś mieszanki akrylu z moherem,trochę za mały i gryzący,pocięłam go bez żalu.





Kamizelka porządnie podszyta podszewką.
Chwaląc się dalej szyciowymi dokonaniami ,pokażę jeszcze sukienkę z bolerkiem.Wszystko wymięte bo w ramach przymierzania za małych ciuchów ze strychu ściągnięte ( i na razie jeszcze na strych z powrotem powędrowało,zejdzie za jakieś dwa kilo mniej ).
Do sukienki jest jeszcze bolerko
A tak to wyglądało na ludziu.

Z nowych dziergadeł mam tylko woreczek na telefon ale nawet taki drobiazg nie wyszedł mi jak trzeba.
Chociaż właściwie jest ok tylko w moim telefonie nie mogę znalezć miejsca gdzie mogłabym jakąś smycz zaczepić,za którą można by telefon z worka szybko wyciągnąć.
Nie mam weny,nie wiem co mam dalej robić.Coś mam zaczęte ale ze względu na alergię nie bardzo mogę szydełkiem machać a i nie wychodzi mi to też jak trzeba.
Miotam się tylko w poczuciu ,że z niczym nie zdążę,czas ucieka w szalonym tempie a tu rozgrzebany ogród,rozgrzebane jekieś szycie,totalny bajzel wszędzie,nie zalatwione sprawy i mnóstwo rzeczy na które z pewnością  mi braknie czasu.

Dzięki,że Wam sie jakieś słówko skrobnąć chcialo,witam nowe obserwatorki.Życzę wszystkim miłego dnia i  jadę na działkę zakupione roślinki posadzić:)))

poniedziałek, 28 maja 2012

Mitenki na alergię

    Dopadła mnie tytułowa alergia i to wyjątkowo wredna :( Wysypało mnie dokumentnie,swędzi jak wszyscy diabli, można oszaleć.Nie mogę się nawet wystroić w moją nową ,świeżo wydzierganą bluzeczkę. :( Szczęście w nieszczęściu,że pogoda niezbyt upalna to spokojnie można się pod szmatami ukryć.
     Ale byłam umówiona z kolegą na dwuosobowe spotkanie klasowe po ....dziestu latach.
No i dylemat.Wszystko da się jakoś ukryć poza twarzą i dłońmi.O facjacie tym razem ta wrednota alergia szczęśliwie zapomniała ale za to na dłoniach  istna katastrofa,na dodatek podrapane niemal do krwi.Nie mogłabym  spokojnie rozmawiać z takimi łapami,nie dałoby mi to spokoju,myślałabym o tym cały czas.Trzeba było coś wymyślić.No to wymyśliłam i w wieczór przed spotkaniem udziergałam jedną a rano drugą.
Uznałam że lepiej wyglądać na ekstrawagancką niż parchatą :))
Założę się,ze nikt postronny nie zauważył parchów a widział tylko mitenki:)))
Materiał-jakieś 5dkg bawełny,szydełko nr 2.Wzór żaden,najprościej jak się dało i tylko zagęszczenie słupków nieco większe tam gdzie było więcej do ukrycia.
        Spotkanie było niezwykle udane,nie musiałam się o dłonie martwić a jedynie żebym opita piwem w miarę równo szła ;)

    A przy okazji jak już bylam w Jeleniej Górze ,zajrzałam do nowego sklepiku z włóczką,wyczajonego przez Violę.No,tak jakoś po drodze był:)))

To tylko takie małe co nieco,żeby się panu dobrze biznes rozwijał:)\

       W trakcie porządków przywlokłam ze strychu całą górę szmat,które tam zachomikowałam,nieśmiało myśląc że może jednak schudnę.Skoro schudłam rzeczywiście to dawaj rewię mody uskuteczniać.Okazało sie,że kilka rzeczy wróciło na strych grzecznie dalej czekać ale mnóstwo jest znów do noszenia!Huuurrra!!!
        Między innymi ta bluzeczka (zauważyliście jak się teraz ciuchy elegancko na Chudej prezentują,nie to co na mnie):))))


    Jeden z moich najulubieńszych ciuchów. Ma już ładnych parę lat ale jak coś lubię to noszę póki ze mnie nie spadnie:))
   Wydziergana jest z 30 dkg bawełny ale chyba z czymś wymieszanej,w tej chwili już nie pamiętam.Kupiłam tę włóczkę na początku mojej kariery w Niemczech.Nie znałam jeszcze wówczas za dobrze niemieckiego (tak dobrze to i do dzisiaj nie znam) i poszłam na zakupy.
Nie dosłyszałam albo nie zrozumiałam po ile są te moteczki i kupuję,wielka klientka :))Pani zapakowała 6 moteczków i mówi;30 euro!
CO!?30 EURO!?
Myślałam ,że zemdleję.To było strasznie dużo dla mnie ale cóż, noblesse oblige ,przecież nie powiem,że nie ,to ja dziękuję,jestem dziadówka i mnie nie stać:))Spokojnie wyjęłam trzy dychy (szczęśliwie miałam przy sobie ),zapłaciłam,a co.I dopiero w domu powiedziałam sobie co ja o mnie myślę,słowami powszechnie uznanymi za obelżywe.
Ale moteczki już były:))Jak się ze sobą wreszcie pogodziłam,wydziergałam sobie tę właśnie bluzeczkę,jeszcze musiałam moteczek czarnego dokupić (tym razem na targu za rozsądną cenę) bo dekolt wywaliłam prawie do pasa :))
Bluzię pokochałam od pierwszego założenia i strasznie się cieszę ,że mogę znów ją nosić :))

    Jeszcze całkiem po cichutku napiszę,że  się blooger uspokoił i przestał się o zdjęcia czepiać.Może mu chodziło o to ,że za duże ?To teraz zmniejszam:))Ale za to zniknęło mi zdjęcie profilowe,nawet nie wiem kiedy.To pewnie tak coś za coś :)
A skoro tak,to pokażę jak zakwitł kaktus mojej mamy.Niestety nie było mnie przy tym jak się całkiem rozwinął a kaktusie kwiaty czekać nie chcą i giną po jednym dniu.


  Ale się rozpisałam:))To jeszcze tylko muzyczka na dobranoc (choć kołysanka to raczej nie jest ), jakoś mi dzisiaj humor dopisuje :)))
                             

    Słodkich snów życzę :)))

Dziękuję za wszystkie sympatyczne komentarze na temat bluzeczki:))Ach,jak ja lubię takie czytać :)))
Gooocha-łączenia robiłam,że tak powiem,na czuja,też właściwie pierwszy raz i tak to sobie wymyśliłam:))