Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

piątek, 18 maja 2012

Dół :(

Głęboki jak Rów Mariański.
Zaczyna się wekeend.
Popaduje.
Jadąc po zakupy mijam schowane przytulnie za żywopłotami domki.


Na mnie ,prawie bezdomnej ,widok ten robi szczególne wrażenie,zwłaszcza w taki dzień jak dzisiaj.
To wszystko pewnie nerwy przed podróżą.Ale zakupiłam moje ulubione pocieszacze ,po których na pewno będę miała jeszcze większą chandrę połączoną z wyrzutami sumienia,że znów się słodkości najadłam:(

Ups!

No tak,to musiało się dzisiaj zdarzyć,dzisiaj jest odpowiedni dzień :(((Chciałam dodać kolejne zdjęcia a tu proszę....


"Ups! Nie masz już miejsca. Używasz 100% swojej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Kup więcej przestrzeni dyskowej
Zdjęcia są przechowywane na Twoim koncie usługi Picasa Web Albums i zajmują miejsce w Twojej darmowej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Dokupiona przestrzeń jest współużytkowana przez różne usługi Google i jest doliczana do darmowej przestrzeni. Więcej informacji"

Ich "Więcej informacji"sprawia,że głupieję całkiem .Jedno jest pewne,chcą kasy.Nic z tego nie rozumiem,muszę to przetrawić.Tak więc koniec mazania się na dzisiaj,teraz będę się wściekała a dokończę być może kiedyś jak się dowiem o co chodzi.A może ktoś coś wie na zapodany temat?
Miłego weekendu:)
Kasia-mam nadzieję że chociaż taki pożytek z tego biegania będzie.
Viola-mam nadzieję,że placuszek pomógł?
aniam1009-operator nie jest mój więc nie mogę go zmienić niestety.
Elusiek-jasne ,że całkiem  bez smakołyków to się po prostu nie da żyć:)Będzie więc pewnie tydzień zupy,tydzień ciasta :)
Fanaberia w normandii-dzieki za pocieszenie:)
Ania-dzięki a cierpliwość jest mi potrzebna:) 

środa, 16 maja 2012

Bla,bla,bla...

    Moje narzekania na internet są już nudne ale co ja poradzę jak mnie to ciągle denerwuje.Moje łącze internetowe nie dość ,że nieustannie ćwiczy moją  i tak już mocno nadwyrężoną cierpliwość, to przy okazji funduje mi niezły fitnes.Jak już się tak zdarzy że w ogóle się włączy,to oglądanie kolejnych stron wygląda mniej więcej  tak : klikamy i idziemy spokojnie do swoich zajęć.
Po jakimś czasie zaglądamy laptopowi w twarz-strona otworzyła się już czy jeszcze nie?
A jak się czasem już nawet otworzy to i tak jest super jak mogę sobie połówkę każdego zdjęcia obejrzeć ( w wypadku blogów ) bo z drugą połową już sobie nie daje rady.Taki mocarny.
Praktycznie nie ma mowy o komentowaniu czegokolwiek bo mam informację,że strona jest niedostępna i spróbuj pozniej.A pózniej z kolei jest niedostępny internet.
I tak to wygląda.Ostatniego posta tak jakoś przez trzy dni usiłowałam wstawić.
A gdzie fitnes?
Laptop stoi na górze a zajęcia wszelakie są głównie na dole,nie chcecie wiedzieć ile razy pokonuję te cholerne schody w płonnej nadziei że wreszcie się do tych blogów dorwę:)))Może mojej oponce to nawet dobrze robi ale moim nerwom wręcz przeciwnie.I uprzedzając ewentualne dobre rady-na dole nie ma siły żeby w ogóle jakikolwiek sygnał złapać :(((

    Ale właściwie nie o tym chciałam.Chciałam ogłosić wieści z frontu bo jakoś dawno tego nie robiłam.
Miałam trzy tygodnie przerwy,bo przenosiny i tak dalej,właściwie nawet zaczęłam kolejny cykl ale po trzech dniach się złamałam ,niestety.Więc kolejny tydzień minął.Ale w końcu zebrałam się i w piątek z powodzeniem zaliczyłam,właściwie odliczyłam kolejne dwa kilogramy.Wszystkiego do kupy będzie 10 kg w dwa miesiące.Chyba niezle,prawda?Zostało mi niestety jeszcze co nieco do zrzucenia,będę musiała jeszcze co najmniej dwa kapuściane tygodnie zaliczyć,jeżeli nie więcej.Muszę powiedzieć,że każdy kolejny tydzień jest trudniejszy.Na samą myśl o zupie mój żołądek wyczynia jakieś dziwne harce.Jakoś jednak muszę doprowadzić to do końca.
Jednym z pozytywnych skutków jest to,że udało mi się wreszcie zdjąć pierścionek ,który dawno temu założyłam,jakoś mi nie przeszkadzał wiec go nie zdejmowałam a w pewnym momencie okazało się że już go zdjąć nie mogę.Już myślałam,że trzeba będzie palec uciąć a tu proszę :))

W eforii z powodu kolejnych kilogramów in minus posunęłam się nawet do tego,że upiekłam ciasto!!! Z rabarbarem.Kto mnie zna ten wie ,że jest to wydarzenie :))))Ciasto ,jak przystało na skończonego lenia,jest z gatunku tak prostych,że prostsze jest już tylko nic nie robienie :))
Jakby ktoś jeszcze był tak leniwy jak ja to podaję przepis.Gdzieś już  nawet podobny w jakimś blogu widziałam ale może komuś się przyda.

20 dkg mąki
25 dkg cukru (tak dużo to do kwaśnych owoców,do innych daję mniej )
4 jajka
1/2 kostki masła czy margaryny ,ciut więcej jeżeli jest to oszukańcza 20 dkg kostka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
masło rozpuścić,zmiksować z cukrem i jajkami,dodać mąkę,wymieszać,wylać do foremki
Na wierzch wrzucić pokrojony rabarbar czy co tam kto chce,ja to piekłam już chyba ze wszystkimi owocami.Ale najlepsze jest z kwaśnymi.Upiec.

I jeść:))
Jest pyszne mimo że takie proste.A ja sobie przypomniałam dlaczego nie wolno mi piec ciast.1/4 zjadłam zanim zdążyło wystygnąć :)))

Smacznego:))
A żeby nie było że całkiem bez robótek to mała zajawka kolejnej,w tej chwili już trochę urosła ,prucie też zaliczyła :)

Jak widać ,znów kwadraty do których wyraznie zapałałam uczuciem.I w ogóle do szydełka.Ale drutów też mi się chce więc zaplanowałam coś szydełkowo-drutowego.
Chce mi się też mnóstwo innych rzeczy spróbować.Myślę nieśmiało o bizuterii (ciekawe kiedy?),ciagnie mnie do spróbowania przędzenia ,zresztą kołowrotek już od dawna czeka na mnie w Szwecji:))
Nakupiłam materiałów i mam wielkie plany szyciowe (też ciekawe kiedy) .Patchworki mnie też niesamowicie podniecają:))Przydałoby się skończyć haftować zaczęty kiedyś obrus a i haftu krzyżykami może się wreszcie nauczyć.I jeszcze...i jeszcze..
 Reasumując-całkiem mi odbiło:))

Miłego wieczoru :)))

P.S
Zimna Zośka popisywała się tutaj jak mogła,rzucała deszczem ,gradem,pomrukiwała burzą a teraz spochmurniała i na razie się przyczaiła,zobaczymy  co knuje :))
P.S.2
Post ten zaczęłam pisać przedwczoraj ,wczoraj dokończyłam a dopiero teraz udało sie go opublikować.Nieco zdezaktualizowany ale juz nic nie robię bo kto wie jak długo sygnał będzie.Miłego dnia tym razem :)))

Gooocha,Kasia,Tereska,Elusiek,-dziękuję:))
Kryska,Marlena-a proszę bardzo choć nie mam co pozwalać ,to nie mój pomysł :))Jest bardzo prosty i błyskawicznie się dzierga.Pozdrawiam :))
Viola-jasne,machnij sobie:)))
Anabell- w moim wypadku to jest zaleta bo w ten sposób nieco brzuch zamaskuję :))