Słucham tego od kilku dni kiedy się da i przy okazji,jeśli mam akurat czas , szydełkuję.Ja tam fantastykę lubię i słuchanie wciągnęło mnie do tego stopnia ,że nawet po blogach latałam pobieżnie i z roztargnieniem,o pisaniu nie było mowy :))
Własnie skończyłam słuchanie drugiej części i pomyślałam,że zanim znów w trzeciej ugrzęznę,pokażę co mam robótkowego do pokazania.Wiele tego nie ma.
Skończyłam jedną z poduszek.W tej wszystkie kwadraty są identyczne i tak podoba mi się najbardziej.Skorzystałam z wzoru dostępnego u Kryski . Poducha w środku jest za duża i wierzch nie wygląda jak należy.
Włóczka to akryl,pomyślałam sobie że na poduchy może być a wygląda dość ładnie i ma nawet "jedwabny"połysk :)
Więcej na razie nie mam ale już kończy się druga a i trzeciej też dużo nie brakuje.
Dłubię ostatnio jakoś marudnie ale tez trochę czasu mi brakuje (nowość :))! ),w międzyczasie wyjezdżałam, włóczyłam się też na przykład po urzędach ,usiłując zdobyć tzw.Schadstoffplakette czyli naklejkę pozwalającą mojemu autu na wjazd do centrum Bonn.Bo Niemcy sobie strefy ochrony środowiska w centrach dużych miast wymyślili,żeby takim jak ja życie utrudnić :)Bez takiej plakietki,najlepiej zielonej nie wolno w te strefy wjeżdżać.
Urzędy jak u nas,trzeba się trochę po nich poszwendać i czasu cennego zmarnować:).
Znalazłszy wejście do urzędniczego królestwa udałam sie do recepcji po informację gdzie znajdę KFZ-Zulassungsbehörde czyli właściwe biuro.Pani,mniej więcej w moim wieku,z miną jak za naszej najgłębszej komuny warknęła że wyjść z budynku i coś tam.
Że po niemiecku warknęła to nie zrozumiałam co to jest to "coś tam" i grzecznie pytam:że co?
Wyjść z budynku i w lewo-warknęła tym razem wyrazniej :)
No to wyszłam i w lewo.Biur do licha i trochę ale poszwendawszy się w te i we w te zlokalizowałam właściwe.Weszłam.
Tu trzeba wiedzieć,że dla mnie załatwienie czegokolwiek w biurach to wyzwanie nawet po polsku.
Więc weszłam.I wyszłam bo zgłupiałam i spanikowałam,pomyślałam sobie-a,do diabła z plakietką,spadam stąd.
Ale za chwilę pomyślałam w inną stronę-co do cholery,z załatwieniem głupiej plakietki sobie nie poradzę ?!Wchodzę znów .
Weszłam.
Ludzi całkiem sporo.Od razu zauważyłam(jaka spostrzegawcza! ),że u góry wyświetlane są numerki czyja kolej i które stanowisko.Dobra nasza.Byłam raz we Wrocławiu w dużym urzędzie ,już takie ustrojstwo widziałam (bo w mojej wsi to normalnie,takich cudów jeszcze nie ma ) czyli nie jest tak zle.
Usiadłam i się rozglądam.Gdzieś powinno być urządzenie co to numerki produkuje jak się guziczek naciśnie.Obejrzałam całą niemałą salę raz-nie ma.Spokojnie,przecież musi być.Obejrzałam salę po raz drugi-no nie ma ,cholera!Siedzę dalej i uciekam się do starego sposobu czyli obserwacji co inni robią.A inne jakieś podeszło bez numerka prosto do stanowiska informacji i nie zostało wywalone,aha, czyli tam.Jak się stanowisku uważniej przyjrzałam to znalazłam napis,że to rzeczywiście tam te numerki dają.
Dobra.Wyciągnęłam moją ściągę (bo tego urzędniczego nazewnictwa nie sposób przecież zapamiętać) i idę.
Świadoma tego że szanse mam niewielkie,roztaczam swój wdzięk i urok osobisty, uśmiecham się promiennie do misiowatego pana za kontuarem i wyłuszczam czego chcę.
Pan ,pewnie pod wpływem moich nachalnych uśmiechów,również miło uśmiechający się i wyraznie mający dobre chęci,usłyszawszy w jakim wieku jest moje auto(tak mniej więcej w moim gdyby się lata aut jak psów liczyło)zmartwił się a gdy dodałam,że to diesel (diesle ochronniesrodowiskowo są be ) to już widziałam ,że klapa.Ale pan stwierdził,że on nie kompetentny i poszedł spytać kolegi.Niestety ,kolega siedział za ścianką a więc nieświadomy roztaczanych przeze mnie uroków stwierdził,że ewentualnie ale tylko czerwona.Z czerwoną co prawda w Bonn mogę wjechać tam gdzie potrzebuję ale prawdopodobnie tylko do lata bo potem mają być zmiany.A jak chcę się dokładniej doinformować to na 4 piętrze w kolejnym biurze.
Chciałam.Znalazłam biuro.Jednego pana.Drugiego pana.Się doinformowałam.
Wróciłam do pierwszego.
Reasumując:straciłam kupę czasu,porozmawiałam z jedną mocno niemiłą panią i z trzema bardzo miłymi panami ,zostałam z czerwoną plakietką w ręku za niewygórowaną sumę 5 euro ,uprawniającą mnie do wjazdu być może tylko do 1 lipca.
No ale kompetentny ,baaaardzo miły (i szalenie przystojny)młody człowiek powiedział,że rozszerzenie strefy ochronnej jeszcze nie jest przesądzone, a więc zobaczymy.
Jak już wylazłam stamtąd to przed sobą miałam taką piękną ulicę z kwitnącymi wiśniami.
Pomyślałam sobie, do diabła z urzędami i plakietkami,popatrz jaka wiosna jest piękna :))
I tak widzę,że zamiast o robótkach to ja znów gdzieś na jakieś ,tym razem urzędnicze manowce :)))No to niech tak już zostanie :))
Spokojnej nocy :))
Witam bardzo ciepło nowe obserwatorki :))
Robótki babci Tereski-ja tez dziwidło po raz pierwszy "na żywo"widziałam
Jadziu-oczywiście ,zawsze staram się coś znaleźć" na pocieszenie"i nie musi to być winko np.:)),sama wiosna daje mi mnóstwo radości a dzięki takiemu a nie innemu terminowi wyjazdu i dzięki temu że tu wszystko jest wcześniej,będę miała dwie wiosny :))
To,że trochę przytyłaś to nie koniec świata a święta nie są co dzień.Odchudzamy się dalej :))
Antonino-zawsze do usług :))
Eve-jank-dziękuję :)
Anabell-naturalnie wiem,że winko jest mocno kaloryczne ale zarówno winko jak i np.czekoladki to dla duszy nie dla ciała.A dusza nie daje się leczyć przekąskami wysoko-błonnikowymi-te są dla ciała :)))Bywają takie dni,że się nie da inaczej.Odchudzam się możliwie rozsądnie,staram się nie popadać w przesadę.Pozdrawiam :)))
Anust-zadziałało,jasne :))
Violetto-też uwielbiam,dlatego je ciągle pokazuję :))
Elusiek-dzięki :)))Tak bardzo wierzę w moje szczęście,że toto lotek do dziś leży nie sprawdzony.W najbardziej optymistycznym wariancie może być tylko trójka więc nie chce mi się strony otworzyć i sprawdzić :))A co do winka-z ust mi to wyjęłaś ;)
Agawu-proszę bardzo :))



































