Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Inspiracje

Przeglądając kolorowe pisma u fryzjera natknęłam się na kilka pomysłów jak wykorzystać stare koronki,serwetki itp.Może kogoś zainspirują:))







Pomysłowego tygodnia:))

sobota, 3 sierpnia 2013

To znowu ja :)

Ostatnio nie bywam tu zbyt często.Może to wina kanikuły bo upały,aczkolwiek  je lubię,to  jednak rozleniwiają.A trochę też wpadłam w dół po moim wypadku z kolankiem i jakoś straciłam chęć na pisanie ,czytanie i w ogóle miałam chandrę.
Nie straciłam za to chęci na dzierganie,no ,może na chwilę.Pokazywać jednak specjalnie nie mam co,jak się dzierga wszystko na raz to niczego nie można skończyć:))Tak wygląda moja tymczasowa letnia pracownia :)))
A właściwie wyglądała przed paroma dniami bo teraz nieco się zmieniło.
To czerwone w koszu  to męczona od dwóch miesięcy sukienka,już o niej wspominałam.Mam jeszcze czas to się nie spieszę ale sukienka dostała już rękawy i teraz czeka na karczek bo robiona jest od dołu.
Białe leżące na krześle jest, wówczas ledwo zaczętą,teraz prawie na ukończeniu letnią bluzeczką.
Kolorowe elementy na podnóżku to nieudana sowa.
Temat wywołała Danusia na Fb i zobaczcie u niej jaką fajną żabę zrobiła,znajdziecie też tam linki gdzie można pooglądać te świetne zabawki.
Ja zakochałam się w hipopotamie ale wzięłam się za sowę,naiwnie myśląc,że chyba łatwiejsza będzie.Nie była.Poległam.Wyszło mi takie coś:))
Na razie odpuściłam bo nie chcę kupować nowej włóczki podczas gdy w domu włóczką zawalone są wszystkie kąty .Gdy dobiorę odpowiednie niteczki wrócę do tematu bo ogromnie mi się te heksagony podobają.Ale przyznaję,ze łatwe to nie jest:))
  Leżą tam jeszcze dwie robótki z którymi nie wiadomo co będzie,na razie czekają na wenę.Poniewierają się też (czego nie widać) koraliki,których pewną ilość zakupiłam i się zabawiam:)))

To tylko takie wprawki,pomysł jeszcze nie do końca sprecyzowany.
Co tam jeszcze?Aha,zrobiłam lniany szalik na szydełku,ale to nic nowego ,powtórka tego.
Kiedyś tam ,przy okazji czegoś innego zrobiłam taką broszkę,nic specjalnego,dodaję dla porządku:).
Spacerów za wiele nie było,jeżeli w ogóle to wspierając się na kulach do lekarza i z powrotem :))Albo trzymając się wózka i wówczas spacer był tylko do najbliższej ławki,gdzie kontuzjowana noga mogła sobie spokojnie poleżeć,ja spokojnie podziergać a babcia popatrzeć na ludzi:)))
Doktory powiedziały ,że dopracowałam się porządnego krwiaka,dali opatrunki,antybiotyki,kazali w górze trzymać i zimnym obkładać:)Trzymając się lekarskich wytycznych,mając pierwszorzędną wymówkę żeby się obijać,wylegiwałam się kiedy tylko mogłam,z robótką naturalnie:))Kolanko już się podreperowało na tyle,że mogę normalnie chodzić,prawie normalnie schodzić i wchodzić po schodach,nawet prowadzić ale wciąż tam jest coś, co mi przeszkadza i najwyraźniej to jeszcze nie koniec.

W każdym razie jako ciekawostkę mogę Wam tylko pokazać coś takiego,napotkanego na pobliskim płocie:))Nie do końca wiem o co chodzi ale że wydziergane to natychmiast ściągnęło moją uwagę:))
To by było na tyle ,żeby Was nie zanudzić.Chandra czy też dół powypadkowy wydaje się pomału ustępować to pewnie będę się znów częściej pojawiać,choć plan na najbliższy czas mam napięty:))
Mam też ogromne zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów,nie mogę jakoś nadążyć,postaram się to nadrobić:))

Miłej letniej niedzieli:))

A na upały polecam stary sprawdzony sposób-wachlowanie ;)