Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

sobota, 13 września 2014

"Winter Is Coming"

A skoro tak ,to ja się przygotowuję:))Zaczęłam od skarpetek.Na zdjęciu "kupka"rodzinna-męskie,damskie i dziecięce.
Szału nie ma,trzeba by nabrać trochę więcej wprawy bo popełniłam trochę błędów  ale spodobało mi się i już mam w planach dalsze, tym samym będę się wprawiać.Przy skarpetkach korzystam z kilku podpowiedzi ,klin na podbicie robię na podstawie tego wzoru.Jak widać do doskonałości mi daleko:)))Pięta jest wzmocniona wg wzoru ,który znalazłam w Autopilocie skarpetkowym Truscaveczki.Pięta formowana za pomocą rzędów  skróconych.Skarpety zaczynane od palców ,fajny sposób nabierania oczek  na tak robioną skarpetkę też niedawno podpowiedziała Truscaveczka .
Kolejne skarpety,męskie zrobiłam z grubej -8 ply-włóczki z Lana Grossa.Miałam 20 dkg (motek 100g/210m),z tego wyszły duże skarpetki rozmiar 45.Sposoby dziergania jak wyżej.
,



Ponieważ włóczki sporo zostało ,zrobiłam też skarpetki dziecięce.Początkowo robione normalnie,również od palców zaczynane a że trudno mi trafić we właściwy rozmiar,dalej zrobiłam spiralnie by uniknąć wyrabiania pięty.W ten sposób wyszły skarpetki nieco podobne do skrętek które dzierga Ola .



A włóczki jeszcze trochę zostało:)))
W ramach zimowych przygotowań udało mi się wreszcie ukończyć męczony już od dłuższego czasu sweter.Na razie tylko informacja,pokazywany będzie gdy uda się jakąś sesję dla niego załatwić.Może w międzyczasie wymyślę mu też jakieś zapięcie bo na razie nie ma żadnego.Nie żeby to jakiś wielki problem był.Uwielbiam łazić rozchełstana a jak koniecznie muszę się zapiąć ,to równie dobrze może to być jakaś agrafka ozdobna czy coś w tym stylu.A dziurek robić nie znoszę stąd w moich kardiganach rzadko pojawiają się guziki.Tym razem pewnie też skończy się na jakichś zatrzaskach:)))
Będąc z rozpędu w swetrowym ciągu,wzięłam się za przeróbkę mojego kołowca .Wciąż mi w nim coś nie pasuje.Mam jakiś pomysł żeby go ulepszyć i zobaczymy co wyjdzie .Nawet chciałam go spruć ale dostanie jeszcze jedną szansę.

Tymczasem znikam na jakiś,niedługi , czas.Będę odpoczywać:)))Pewnie moje blogowe zaległości urosną jeszcze bardziej,bo będę komputerowy odwyk miała.Już teraz nie nadążam z odwiedzaniem Was,że o komentowaniu nie wspomnę ale w końcu wszystko nadrobię,przynajmniej taką mam nadzieję:))) Najpierw jednak czekają mnie dwie podróże,w tym jedna już jutro,ach,jak ja tego nie lubię...

Miłej niedzieli:)))

środa, 10 września 2014

Z życia wzięte

     Co mnie rozbawiło
     Niedawno zaczął się rok szkolny,również przedszkolny gdzie swą karierę rozpoczął nasz Pirat.Co tu ukrywać,młody jest rozpieszczonym maminsynkiem i on owszem ,na koniec świata ale z mamą i tatą:)))Skończył poważne 5 lat i oczywiście wie że przedszkole go nie może ominąć i nie ma rady jak tylko się z tym pogodzić:))Pierwszy dzień był zapoznawczy w obecności rodziców,co prawda nie brał w niczym udziału ale przeżył.Na drugi dzień już bez rodziców miało być.Rano młody się trochę potargował bo przecież zawsze warto spróbować,a nuż uda się nie pójść.Mama jednak nie dała się zbajerować.Zrezygnowana kupka przedszkolnego nieszczęścia wychodziła z mamą i wychodząc żałosnym głosikiem pisnęła :Żegnaj tatusiu :)))
Cóż,przeżył:)))Tylko panią w przedszkolu zaskoczył pytaniem:Gdzie jest męska toaleta?:)))

Co mnie zbulwersowało
    Moja mama,osoba w słusznym już wieku,wybrała się do banku bo jej wyciągów z konta się zachciało.Wyciągi dostała,przy okazji załatwiła inną sprawę i uznała,że skoro jakieś tam pieniądze na koncie są,chwilowo niepotrzebne ,to szkoda żeby sobie leżały tak za bezdurno,lepiej żeby coś zarabiały.Ok,pani w banku oczywiście niezwykle pomocna poleciła lokatę,a jakże.Mama lokatę założyła,jakąś kwotę tam wpłaciła i co miesiąc taka sama kwota ma być na to konto/lokatę przelewana.Wszystko pięknie tylko popatrzmy na szczegóły lokaty,ładnie nazwanej "Kapitał na marzenia":
Okres trwania lokaty - 144 miesiące !
Oprocentowanie lokaty - 2,68%
Data wygaśnięcia -  2026-09-03 !
Data najbliższego naliczenia odsetek-2016-09-03
Możliwość dopłat-tak
Możliwość wypłat-nie
Reasumując-wrobiła baba w banku starszą panią w lokatę na 12 lat,pieniędzy się z tego nie da wypłacić,tzn.podobno da się ale bez odsetek,pierwsze odsetki dopisane po dwóch latach!Mama ma 86 lat i trudno zliczyć wszystkie choroby jakie ją gnębią.Jakie ma szanse dożyć 98 lat żeby zacząć spełniać swe "marzenia" kiedy na rehabilitację musi czekać kilka lat?I w tej chwili to jest jej marzeniem.Ta "oszczędność"nawet dla młodych nie jest żadnym dobrym interesem bo jest mnóstwo innych możliwości oszczędzania,na krótkie terminy i z odsetkami od razu a nie za dwa lata i bez zamrażania kapitału na długi czas.Nawet w tym samym banku.
Niby  mama nie została oszukana,pieniądze niby jej nie przepadną,jak to pani w banku ujęła i tak leżą na koncie.Ja jednak odbieram to "doradztwo" jako brak etyki.Brak etyki daje się zresztą zauważyć na każdym kroku i w każdej grupie zawodowej.W rozmowach ludzie w ogóle nie rozumieją w czym rzecz.Zdziwieni mówią:Ale o co ci chodzi?Przecież wszystko jest zgodne z przepisami i z prawem?
-A nie czujesz,że mimo to jest to postępowanie niegodne,nie w porządku?
Zdziwieni ogromnie patrzą jak na idiotkę.Naprawdę nie rozumieją:((Chciałabym doczekać czasu,gdy w naszych szkołach zamiast ogłupiania,będzie się właśnie etyki uczyć.
Aha,jaki bank?PKOBP

Co mnie zaniepokoiło
Zdarzenie nr1
    Poszłam na zakupy.Ponieważ pogoda była "na dwoje babka wróżyła",niby ciepło ale takie jakieś...wzięłam ze sobą bawełniany sweterek i przewiesiłam go przez torbę.Złaziłam gdzie mi tam było potrzeba, na końcu weszłam do  dużego domu towarowego,wjechałam windą na samą górę bo tam najsmakowitsze kąski dają czyli moteczki,przydasie,tkaniny :)))Pooglądałam,zakupiłam po co przyszłam ,zjechałam na dół i do dom bo się późno zrobiło.W połowie drogi stanęłam.A sweterek!?Nie ma!Jasny gwint,to ostatnio mój ulubiony :(((Obejrzałam się za siebie,niestety nigdzie nie leży.No to po śladach : Karstadt,winda-jak na złość otwierała się wciąż nie ta którą jechałam,wjazd na górę,lustracja -no kurcze,nigdzie nie ma.No to dalej na dół i do wyjścia z zamiarem dalszego cofania się po tych śladach.Ale zaraz,coś granatowego mi mignęło,jest ,jest mój sweterek:)))Cała szczęśliwa ale i wkurzona na siebie bo o nim zupełnie,kompletnie zapomniałam.

Zdarzenie nr 2
   Poszłam na pocztę paczuszkę wysłać.Po drodze mam na moje utrapienie,może nie tyle moje co mojej kieszeni,Tchibo:))No jak nie wdepnąć kiedy z daleka widzę,ze nowy,fajny towar:))Wdepnęłam i popłynęłam:))Wymaszerowałam z reklamówką, nie pustą bynajmniej:))Gnębiona lekko wyrzutami sumienia dotarłam do poczty.Luuudzie ile ludzi!Pełno jak u nas gdy dawniej margarynę rzucili:))Moją paczuszkę musiałam zapakować więc znalazłam odpowiednią kopertę,przysiadłam,zaadresowałam,zakleiłam i stanęłam w kilometrowej kolejce.Stoję sobie,stoję,cierpliwie bo przecież nasze kolejki przeżyłam to co mi tam taka niemiecka.Obok mojej kolejki jest nieduże stanowisko gdzie pan sprzedaje znaczki,przyjmuje jakieś zwykłe przesyłki i takie tam.
Tak mniej więcej w jednej czwartej mojego stania do pana podeszła pani podając mu jakąś reklamówkę.Nawet się zaciekawiłam co też mu ona w tej reklamówce przyniosła.Ale stoję dalej.
Nagle w dwóch czwartych mojego stania poraziła mnie myśl :
Rany boskie!!!Moje zakupy!!!!!!!
Zapomniałam że postawiłam je koło stolika gdy pakowałam paczkę.Rzuciłam się w tamtą stronę-naturalnie nie ma śladu.Rany!Ukradli!Obwąchałam wszystkie kąty,no nie ma.Podejrzliwie obejrzałam wszystkich klientów czy przypadkiem nie stoją z moją nieszczęsną reklamówką,ale gdzie tam.Stoję dalej i prawie płaczę,takie ładne spodnie,taki śliczny płaszcz,przecież nie kupię drugich bo kosztowały sporo :(((((
Tak gdzieś w trzech czwartych mojego stania poraziła mnie następna myśl:
Baba z reklamówką!!!!!!A może to moją reklamówkę znalazła i oddała???!!!!
Stoję dalej i nadziejuję się tą myślą,nie lecę do pana bo okienko do którego stałam już tuż,tuż.Dostałam,wysłałam i idę,pytam ja ,pyta pan a co w tej reklamówce było,o cudzie!jest!Co za ulga:))I nie napiszę w jakich inwektywach o sobie myślałam.

Zdarzenie nr 3
     Poszłam znów na zakupy.Nakupiłam,nakupiłam,zapłaciłam i wyszłam.Miałam kupić jeszcze czekoladki na prezent więc weszłam do kolejnego sklepu gdzie dają czekoladki w nieco lepszym gatunku,na prezent odpowiedniejsze.Wzięłam czekoladki,po drodze dwie kawy bo promocja (nota bene mocno kawa podrożała),zapłaciłam,zapakowałam,pożyczyliśmy sobie z panem nawzajem miłego weekendu i poszłam.W domu zakupy wypakowałam,pochowałam,kwiatki (też na prezent)do wody i ......cholera ,gdzie czekoladki????!!!!!Przeszukałam torby,szafki,nawet do kubła zajrzałam,a co,tam też mogłam włożyć.Nic.Z tego wniosek,że czekoladki zostały sobie w sklepie:((((Nie poszłam tam bo czasu nie miałam a sklep dość daleko,moja strata.Jak byłam na siebie wściekła,to można sobie wyobrazić i nie o stratę finansową,o nie.
    I to mnie właśnie niepokoi.Te trzy zdarzenia to tylko jeden tydzień.Zakupy notorycznie zostawiam w sklepach,klientka po prostu idealna,nieprawdaż?Zapominam na każdym kroku.Zaczynam się bać wychodzić z domu.Czasem na ulicy sprawdzam czy aby na pewno jestem ubrana bo sama sobie nie dowierzam.Prawda,zawsze byłam roztargniona i zapominalska.Dzieci się śmiały onegdaj,że matka kupiła sobie tabletki na pamięć i zapomniała je brać:))Mam jednak wrażenie ,że jest jakby gorzej tylko pytanie-to tylko starość czy ten Niemiec?

O matko,ależ się rozpisałam:))Uprzejmie o wybaczenie proszę i dziękuję za poświęcenie tym którzy doczytali do końca:)):))

PS.
Cudem uratowane z mojego zapominalstwa spodnie -śliczne,w kwiatki -niestety oddałam,do niczego mi nie pasowały ale za to płaszczyk przeciwdeszczowy-śliczny,w kropki -zostaje:))))To tyle jako uzupełnienie:)))