Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym blogu są mojego autorstwa i stanowią moją własność.Jeśli jest inaczej-wyraźnie informuję o tym.Proszę nie kopiować ich i nie rozpowszechniać bez mojej zgody.Dziękuję.

środa, 30 maja 2012

Kolejny recykling

Stare spodnie,ręcznie dziergany szal i powstała kamizelka.

Szal był z jakiejś mieszanki akrylu z moherem,trochę za mały i gryzący,pocięłam go bez żalu.





Kamizelka porządnie podszyta podszewką.
Chwaląc się dalej szyciowymi dokonaniami ,pokażę jeszcze sukienkę z bolerkiem.Wszystko wymięte bo w ramach przymierzania za małych ciuchów ze strychu ściągnięte ( i na razie jeszcze na strych z powrotem powędrowało,zejdzie za jakieś dwa kilo mniej ).
Do sukienki jest jeszcze bolerko
A tak to wyglądało na ludziu.

Z nowych dziergadeł mam tylko woreczek na telefon ale nawet taki drobiazg nie wyszedł mi jak trzeba.
Chociaż właściwie jest ok tylko w moim telefonie nie mogę znalezć miejsca gdzie mogłabym jakąś smycz zaczepić,za którą można by telefon z worka szybko wyciągnąć.
Nie mam weny,nie wiem co mam dalej robić.Coś mam zaczęte ale ze względu na alergię nie bardzo mogę szydełkiem machać a i nie wychodzi mi to też jak trzeba.
Miotam się tylko w poczuciu ,że z niczym nie zdążę,czas ucieka w szalonym tempie a tu rozgrzebany ogród,rozgrzebane jekieś szycie,totalny bajzel wszędzie,nie zalatwione sprawy i mnóstwo rzeczy na które z pewnością  mi braknie czasu.

Dzięki,że Wam sie jakieś słówko skrobnąć chcialo,witam nowe obserwatorki.Życzę wszystkim miłego dnia i  jadę na działkę zakupione roślinki posadzić:)))

poniedziałek, 28 maja 2012

Mitenki na alergię

    Dopadła mnie tytułowa alergia i to wyjątkowo wredna :( Wysypało mnie dokumentnie,swędzi jak wszyscy diabli, można oszaleć.Nie mogę się nawet wystroić w moją nową ,świeżo wydzierganą bluzeczkę. :( Szczęście w nieszczęściu,że pogoda niezbyt upalna to spokojnie można się pod szmatami ukryć.
     Ale byłam umówiona z kolegą na dwuosobowe spotkanie klasowe po ....dziestu latach.
No i dylemat.Wszystko da się jakoś ukryć poza twarzą i dłońmi.O facjacie tym razem ta wrednota alergia szczęśliwie zapomniała ale za to na dłoniach  istna katastrofa,na dodatek podrapane niemal do krwi.Nie mogłabym  spokojnie rozmawiać z takimi łapami,nie dałoby mi to spokoju,myślałabym o tym cały czas.Trzeba było coś wymyślić.No to wymyśliłam i w wieczór przed spotkaniem udziergałam jedną a rano drugą.
Uznałam że lepiej wyglądać na ekstrawagancką niż parchatą :))
Założę się,ze nikt postronny nie zauważył parchów a widział tylko mitenki:)))
Materiał-jakieś 5dkg bawełny,szydełko nr 2.Wzór żaden,najprościej jak się dało i tylko zagęszczenie słupków nieco większe tam gdzie było więcej do ukrycia.
        Spotkanie było niezwykle udane,nie musiałam się o dłonie martwić a jedynie żebym opita piwem w miarę równo szła ;)

    A przy okazji jak już bylam w Jeleniej Górze ,zajrzałam do nowego sklepiku z włóczką,wyczajonego przez Violę.No,tak jakoś po drodze był:)))

To tylko takie małe co nieco,żeby się panu dobrze biznes rozwijał:)\

       W trakcie porządków przywlokłam ze strychu całą górę szmat,które tam zachomikowałam,nieśmiało myśląc że może jednak schudnę.Skoro schudłam rzeczywiście to dawaj rewię mody uskuteczniać.Okazało sie,że kilka rzeczy wróciło na strych grzecznie dalej czekać ale mnóstwo jest znów do noszenia!Huuurrra!!!
        Między innymi ta bluzeczka (zauważyliście jak się teraz ciuchy elegancko na Chudej prezentują,nie to co na mnie):))))


    Jeden z moich najulubieńszych ciuchów. Ma już ładnych parę lat ale jak coś lubię to noszę póki ze mnie nie spadnie:))
   Wydziergana jest z 30 dkg bawełny ale chyba z czymś wymieszanej,w tej chwili już nie pamiętam.Kupiłam tę włóczkę na początku mojej kariery w Niemczech.Nie znałam jeszcze wówczas za dobrze niemieckiego (tak dobrze to i do dzisiaj nie znam) i poszłam na zakupy.
Nie dosłyszałam albo nie zrozumiałam po ile są te moteczki i kupuję,wielka klientka :))Pani zapakowała 6 moteczków i mówi;30 euro!
CO!?30 EURO!?
Myślałam ,że zemdleję.To było strasznie dużo dla mnie ale cóż, noblesse oblige ,przecież nie powiem,że nie ,to ja dziękuję,jestem dziadówka i mnie nie stać:))Spokojnie wyjęłam trzy dychy (szczęśliwie miałam przy sobie ),zapłaciłam,a co.I dopiero w domu powiedziałam sobie co ja o mnie myślę,słowami powszechnie uznanymi za obelżywe.
Ale moteczki już były:))Jak się ze sobą wreszcie pogodziłam,wydziergałam sobie tę właśnie bluzeczkę,jeszcze musiałam moteczek czarnego dokupić (tym razem na targu za rozsądną cenę) bo dekolt wywaliłam prawie do pasa :))
Bluzię pokochałam od pierwszego założenia i strasznie się cieszę ,że mogę znów ją nosić :))

    Jeszcze całkiem po cichutku napiszę,że  się blooger uspokoił i przestał się o zdjęcia czepiać.Może mu chodziło o to ,że za duże ?To teraz zmniejszam:))Ale za to zniknęło mi zdjęcie profilowe,nawet nie wiem kiedy.To pewnie tak coś za coś :)
A skoro tak,to pokażę jak zakwitł kaktus mojej mamy.Niestety nie było mnie przy tym jak się całkiem rozwinął a kaktusie kwiaty czekać nie chcą i giną po jednym dniu.


  Ale się rozpisałam:))To jeszcze tylko muzyczka na dobranoc (choć kołysanka to raczej nie jest ), jakoś mi dzisiaj humor dopisuje :)))
                             

    Słodkich snów życzę :)))

Dziękuję za wszystkie sympatyczne komentarze na temat bluzeczki:))Ach,jak ja lubię takie czytać :)))
Gooocha-łączenia robiłam,że tak powiem,na czuja,też właściwie pierwszy raz i tak to sobie wymyśliłam:))

niedziela, 27 maja 2012

Candy ogłaszam!

W maju przed rokiem zaczęłam moją przygodę z blogowaniem a więc  to dobry moment żeby kogoś obdarować.Ogłaszam więc szybką,rocznicową rozdawajkę:)))
Do wzięcia  jest ta chusta ( więcej informacji i zdjęć na jej temat tutaj )
Ponieważ w tym czasie wypadają też moje imieniny ,będzie też prezent imieninowy w postaci 7 motków wełny do filcowania (wystarczy na niedużą torebkę,na przykład taką).Kolory są troszkę przekłamane,niebieskości są bardziej w odcieniach wrzosu.

Zapisy przyjmowane są do północy 14 czerwca,losowanie i podanie wyników na drugi dzień.

Tutaj jest banerek do wstawienia na blogu.

Zasady-tak jak wszędzie czyli
- komentarz pod postem ze wskazaniem który prezent się chce,
-podlinkowany banerek z informacją o candy u siebie w pasku bocznym,
-osoby nie prowadzące bloga proszę o pozostawienie jakichś namiarów na siebie-adres e-mail,facebook.
-obserwatorzy mają podwójną szansę :)))

No cóż ,to byłoby chyba tyle :)))
Zapraszam i życzę szczęścia :))

sobota, 26 maja 2012

Konkretnie

Bez marudzenia bo mi się nie chce pisać.Same konkrety:)
Skończyłam bluzeczkę.Tę właśnie:))
Chuda nie ma ramion więc rękawki dziwnie wyglądają,na ludziu nie falują tak.
Za pomocą rzędów skróconych dodałam parę rzędów z przodu na biust żeby się przód nie zadzierał,niestety widać miejsca gdzie nawracałam,oczka się tam trochę rozlazły.
Włóczka Mano (Lana Grossa  ),90% bawełna,10% poliamid, 5 moteczków ,50g/150m,szydełko nr 2,druty -3,5
Po 12 kwadratów na górze i na dole.Wzór kwadratów pochodzi z letniej Diany Special chyba  sprzed dwóch lat.
Do pasa z kwadratów szydełkiem nabierałam oczka.

Dekolt wykończyłam oczkami rakowymi,żeby się zanadto nie rozłaził.

Dół zszywałam oczko po oczku

Życzę wszystkim zaglądającym miłej ,pogodnej niedzieli:)))

Marlena-to dyptam jesionolistny (gorejący krzew Mojżesza).
Anabell-niestety żrą i jest to prawdziwa plaga :(Ale w tym roku jeszcze ich nie widać,może za sucho było.
Violetta-już jestem ,na dzierganie chętnie się piszę,byle przed 16 czerwca i nie 9 czerwca,bo wtedy Basia-fanaberia pokazuje we Wrocławiu jak prząść na wrzecionie  :)
Eve-jank-oj,przydałoby się ale skoro nie ma to trzeba kombinować jak najlepiej wykorzystać to co jest:))
Tereska-rzeczywiście ,poszalałam,czasem dobrze jest poszaleć.A kurki są śliczne,będą czekać na następną wielkanoc :)
Atina-też nie powinnam kupować włóczek,ale znów to zrobiłam:( Z zamiarem kupna manekina nosiłam się od dawna i wreszcie się zdecydowałam.
Kryska-jasne,kubek najcenniejszy :)A że sobie pofolgowałam ,no,nie da się ukryć.Ale to takie przyjemne....:)))
aniam1009-przyznaję,że manekin cieszy mnie niezmiernie:)
Anust-rozpakowywanie paczek to ogromna frajda,tak samo jak kiedyś z listami było,teraz już prawie nikt listów nie pisze i tylko zamówione paczki nam pozostały:)
Elusiek-to mnie pocieszylaś i rozgrzeszyłaś z ta wełną a skoro tak,to dzisiaj znów kupiłam :)))Ta Regia to nawet nie wiem na co,jakieś plany co do niej miałam ale ponieważ zamawiałam ją dość dawno to już zapomniałam :(
Niezmiernie mnie cieszy,że Ci się tak ładnie kojarzę a sąsiadkami już od tygodnia jesteśmy i nawet dziś w J.G.byłam:)Pamiętam,że jesteśmy na rower umówione na razie jednak mój rower (a właściwie syna,ja sie nie dorobiłam ) muszę do naprawy oddać ,mam nadzieję że zdążą mi naprawić zanim wyjadę.Pozdrawiam:)






czwartek, 24 maja 2012

Domowo,ogrodowo...

Od kilku dni jestem tak zajęta,że tylko pobieżnie przeglądałam co u Was słychać a sama nie miałam czasu na pisaninę.
A zajęta byłam (i wciąż jestem na dobrą sprawę )porządkowaniem  mojej małej przestrzeni życiowej.Bo wbrew pozorom uporządkowanie małej zabiera dużo więcej czasu niż dużej.Obrastam w rzeczy w tempie zastraszającym,wyrzucanie czegokolwiek jak wiadomo nie jest sprawą prostą a z tego z kolei wynika,że te wszystkie klamoty trzeba gdzieś upchać.I tu się zaczynają schody.Wszelkie szafy,szafki,komody ,szuflady i inne miejsca są zapełnione po brzegi.Dokupiłam kolejne dwa duże pojemniki na wełny bo tych też mam w nadmiarze (no jakżeby inaczej!!!) a po cichu jeszcze myślę się do Aniluxu przejechać bo może tam co fajnego jeszcze zostało:))).
No,w każdym razie chaos mam ogromny i noszę się z tym wszystkim kombinując jakby to sensownie zagospodarować :(.Dzisiaj robię sobie małą przerwę bo odkryłam ,że blooger zapomniał o pogróżkach i pozwala wstawiać zdjęcia więc szybko korzystam,póki się nie rozmyśli:)))
A chcę Wam pokazać co czekało na mnie w domu.
A wiec najpierw trzy paczki-wielka,mniejsza i najmniejsza i dwie małe przesyłki.W największej przyjechała do mnie chuda dama widoczna poniżej.Miała być w rozmiarze 40-42 bo takie mam plany "chudnięciowe" a ona mi jakoś bardziej chudo wygląda.Trzeba ją będzie dla moich szyciowych potrzeb nieco podtuczyć a do tego przyda się zawartość tej mniejszej paczki.No a w najmniejszej z tych trzech,no wiadomo,włóczki:)))Pomarańczowa na szydełkowy szal,turkusowy len na coś letniego a reszta to już zapomniałam na co:)))Ale coś wymyślę:))

Wspomniałam ,że były jeszcze dwie przesyłki.
W jednej zamówione wrzeciono-trochę czesanki gdzieś leży i w ten sposób jestem przygotowana na nauki ,które zapowiedziała fanaberia w normandii :))
W następnej zaś były śliczne kurki od Tereski które dopiero teraz mogłam wreszcie obejrzeć:))
I jeszcze czekał na mnie prezent -niespodzianka -kubeczek ze zdjęciem mojego wnuczka:))
To naprawdę frajda otwieranie tylu paczek na raz,nawet pomimo tego,że większość sama zamówiłam więc wiedziałam co jest w środku:)))
Robótkowo też coś jest skończone ale to pokażę następnym razem a dzisiaj tylko moje  "babcine"poduszki w środowisku naturalnym czyli na kanapie "do wycierania się".Jestem z nich naprawdę zadowolona.
W przerwach w ogarnianiu bałaganu domowego ogarniałam bałagan ogrodowy a właściwie to ledwo zaczęłam.Muszę powiedzieć,że mój ogródek ,mimo że przez większą część roku pozostawiony jest sam sobie,jakoś sobie daje radę.Najgorzej jest zawsze z trawnikiem-zdjęcie w prawym górnym rogu:)))
Kwitnie  i pięknie pachnie jaśmin.
Na piwonie zdążyłam:))
Moja kolekcja funkii.No może słowo "kolekcja"jest mocno na wyrost ale kiedyś będzie:))Już mam ich sześć.
Dziękuję Wam wszystkim za mile komentarze:))

Miłego wieczoru:)))

sobota, 19 maja 2012

Nic nie rozumiem

Parę godzin wcześniej było jak wyżej,tzn.w tym wypadku jak niżej,czyli nie mogłam wstawić zdjęć.Nie to nie , nie mam teraz głowy do rozgryzania zawiłości i żądań bloggera.
A teraz pomyślałam sobie ,że zanim wyłączę komputer to tak z ciekawości spróbuję jeszcze raz z tymi zdjęciami i proszę bardzo-zdjęcia są.Więc nic z tego nie rozumiem.
Ale korzystając z okazji pokazuję Wam co miłego napotkałam po drodze ,takie widoki zawsze wywołają uśmiech,żebym nie wiem jakiego doła miała.

Znacie taką różę ?Bo ja nie a jest piękna.
Poszaleję sobie ze zdjęciami,a co!

A swoją drogą jak się wściekłam na te urudnienia to zapomniałam o dole:)) I oczywiście niesamowicie pomaga w takich sytuacjach Wasze  wsparcie w komentarzach-dzięki :)))

Życzę spokojnej nocy:)))

A Google znów żąda kasy:((((


piątek, 18 maja 2012

Dół :(

Głęboki jak Rów Mariański.
Zaczyna się wekeend.
Popaduje.
Jadąc po zakupy mijam schowane przytulnie za żywopłotami domki.


Na mnie ,prawie bezdomnej widok ten robi szczególne wrażenie,zwłaszcza w taki dzień jak dzisiaj.
To wszystko pewnie nerwy przed podróżą.Ale zakupiłam moje ulubione pocieszacze ,po których na pewno będę miała jeszcze większą chandrę połączoną z wyrzutami sumienia,że znów się słodkości najadłam:(

Ups!

No tak,to musiało się dzisiaj zdarzyć,dzisiaj jest odpowiedni dzień :(((Chciałam dodać kolejne zdjęcia a tu proszę....


"Ups! Nie masz już miejsca. Używasz 100% swojej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Kup więcej przestrzeni dyskowej
Zdjęcia są przechowywane na Twoim koncie usługi Picasa Web Albums i zajmują miejsce w Twojej darmowej przestrzeni dyskowej na zdjęcia o wielkości 1 GB. Dokupiona przestrzeń jest współużytkowana przez różne usługi Google i jest doliczana do darmowej przestrzeni. Więcej informacji"
Ich "Więcej informacji"sprawia,że głupieję całkiem .Jedno jest pewne,chcą kasy.Nic z tego nie rozumiem,muszę to przetrawić.Tak więc koniec mazania się na dzisiaj,teraz będę się wściekała a dokończę być może kiedyś jak się dowiem o co chodzi.A może ktoś coś wie na zapodany temat?
Miłego weekendu:)
Kasia-mam nadzieję że chociaż taki pożytek z tego biegania będzie.
Viola-mam nadzieję,że placuszek pomógł?
aniam1009-operator nie jest mój więc nie moge go zmienić niestety.
Elusiek-jasne ,że całkiem  bez smakołyków to się po prostu nie da żyć:)Będzie więc pewnie tydzień zupy,tydzień ciasta :)
Fanaberia w normandii-dzieki za pocieszenie:)
Ania-dzięki a cierpliwość jest mi potrzebna:) 

środa, 16 maja 2012

Bla,bla,bla...

Moje narzekania na internet są już nudne ale co ja poradzę jak mnie to ciągle denerwuje.Moje łącze internetowe nie dość ,że nieustannie ćwiczy moją  i tak już mocno nadwyrężoną cierpliwość, to przy okazji funduje mi niezły fitnes.Jak już się tak zdarzy że w ogóle się włączy,to oglądanie kolejnych stron wygląda mniej więcej  tak : klikamy i idziemy spokojnie do swoich zajęć.
Po jakimś czasie zaglądamy laptopowi w twarz-strona otworzyła się już czy jeszcze nie?
A jak się czasem już nawet otworzy to i tak jest super jak mogę sobie połówkę każdego zdjęcia obejrzeć ( w wypadku blogów ) bo z drugą połową już sobie nie daje rady.Taki mocarny.
Praktycznie nie ma mowy o komentowaniu czegokolwiek bo mam informację,że strona jest niedostępna i spróbuj pozniej.A pózniej z kolei jest niedostępny internet.
I tak to wygląda.Ostatniego posta tak jakoś przez trzy dni usiłowałam wstawić.
A gdzie fitnes?
Laptop stoi na górze a zajęcia wszelakie są głównie na dole,nie chcecie wiedzieć ile razy pokonuję te cholerne schody w płonnej nadziei że wreszcie się do tych blogów dorwę:)))Może mojej oponce to nawet dobrze robi ale moim nerwom wręcz przeciwnie.I uprzedzając ewentualne dobre rady-na dole nie ma siły żeby w ogóle jakikolwiek sygnał złapać :(((

    Ale właściwie nie o tym chciałam.Chciałam ogłosić wieści z frontu bo jakoś dawno tego nie robiłam.
Miałam trzy tygodnie przerwy,bo przenosiny i tak dalej,właściwie nawet zaczęłam kolejny cykl ale po trzech dniach się złamałam ,niestety.Więc kolejny tydzień minął.Ale w końcu zebrałam się i w piątek z powodzeniem zaliczyłam,właściwie odliczyłam kolejne dwa kilogramy.Wszystkiego do kupy będzie 10 kg w dwa miesiące.Chyba niezle,prawda?Zostało mi niestety jeszcze co nieco do zrzucenia,będę musiała jeszcze co najmniej dwa kapuściane tygodnie zaliczyć,jeżeli nie więcej.Muszę powiedzieć,że każdy kolejny tydzień jest trudniejszy.Na samą myśl o zupie mój żołądek wyczynia jakieś dziwne harce.Jakoś jednak muszę doprowadzić to do końca.
Jednym z pozytywnych skutków jest to,że udało mi się wreszcie zdjąć pierścionek ,który dawno temu założyłam,jakoś mi nie przeszkadzał wiec go nie zdejmowałam a w pewnym momencie okazało się że już go zdjąć nie mogę.Już myślałam,że trzeba będzie palec uciąć a tu proszę :))

W eforii z powodu kolejnych kilogramów in minus posunęłam się nawet do tego,że upiekłam ciasto!!! Z rabarbarem.Kto mnie zna ten wie ,że jest to wydarzenie :))))Ciasto ,jak przystało na skończonego lenia,jest z gatunku tak prostych,że prostsze jest już tylko nic nie robienie :))
Jakby ktoś jeszcze był tak leniwy jak ja to podaję przepis.Gdzieś już  nawet podobny w jakimś blogu widziałam ale może komuś się przyda.

20 dkg mąki
25 dkg cukru (tak dużo to do kwaśnych owoców,do innych daję mniej )
4 jajka
1/2 kostki masła czy margaryny ,ciut więcej jeżeli jest to oszukańcza 20 dkg kostka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
masło rozpuścić,zmiksować z cukrem i jajkami,dodać mąkę,wymieszać,wylać do foremki
Na wierzch wrzucić pokrojony rabarbar czy co tam kto chce,ja to piekłam już chyba ze wszystkimi owocami.Ale najlepsze jest z kwaśnymi.Upiec.

I jeść:))
Jest pyszne mimo że takie proste.A ja sobie przypomniałam dlaczego nie wolno mi piec ciast.1/4 zjadłam zanim zdążyło wystygnąć :)))

Smacznego:))
A żeby nie było że całkiem bez robótek to mała zajawka kolejnej,w tej chwili już trochę urosła ,prucie też zaliczyła :)

Jak widać ,znów kwadraty do których wyraznie zapałałam uczuciem.I w ogóle do szydełka.Ale drutów też mi się chce więc zaplanowałam coś szydełkowo-drutowego.
Chce mi się też mnóstwo innych rzeczy spróbować.Myślę nieśmiało o bizuterii (ciekawe kiedy?),ciagnie mnie do spróbowania przędzenia ,zresztą kołowrotek już od dawna czeka na mnie w Szwecji:))
Nakupiłam materiałów i mam wielkie plany szyciowe (też ciekawe kiedy) .Patchworki mnie też niesamowicie podniecają:))Przydałoby się skończyć haftować zaczęty kiedyś obrus a i haftu krzyżykami może się wreszcie nauczyć.I jeszcze...i jeszcze..
 Reasumując-całkiem mi odbiło:))

Miłego wieczoru :)))

P.S
Zimna Zośka popisywała się tutaj jak mogła,rzucała deszczem ,gradem,pomrukiwała burzą a teraz spochmurniała i na razie się przyczaiła,zobaczymy  co knuje :))
P.S.2
Post ten zaczęłam pisać przedwczoraj ,wczoraj dokończyłam a dopiero teraz udało sie go opublikować.Nieco zdezaktualizowany ale juz nic nie robię bo kto wie jak długo sygnał będzie.Miłego dnia tym razem :)))

Gooocha,Kasia,Tereska,Elusiek,-dziękuję:))
Kryska,Marlena-a proszę bardzo choć nie mam co pozwalać ,to nie mój pomysł :))Jest bardzo prosty i błyskawicznie się dzierga.Pozdrawiam :))
Viola-jasne,machnij sobie:)))
Anabell- w moim wypadku to jest zaleta bo w ten sposób nieco brzuch zamaskuję :))

niedziela, 13 maja 2012

"Przekręcony" sweterek

Z takiej bawełny Aniluxu (100g/280m ) i akrylu z moherem (90% akryl,10% moher ,50g )
powstał taki kusy sweterek z przekręconym przodem.
Zobaczyłam taki w sklepie z wełną i mi się spodobał,przyda się latem na koszulkę a zimą na golf.
Zużyłam prawie po dwa motki bawełny i akrylu,zostały mi niewielkie resztki z obu włóczek.
Robótka błyskawiczna,na drutach nr 4,5 (muszę sadło w ryzach trzymać :)))
Ciuszek luzacki tak jak lubię.Wzór najprostszy z możliwych,brzegi francuzem,ażur :
1 rz.-1 narzut, 1 o.zdjąć bez przerabiania,następne przerobić na prawo,przeciągnąć przez zdjęte
2 i 3 rz.-oczka prawe.
Sweterek nie jest blokowany ,rzuciłam go tylko na dywan w celu rozpłaszczenia z lekka do zdjęcia :)))
Był już ze trzy dni temu zrobiony i gotowy do pokazania ale internet jak duch pojawia się i znika działając mi wybitnie na nerwy.

W celu uspokojenia nerwów ale nie tylko naturalnie,wybrałam się dzisiaj do Bochum odwiedzić dawno nie widzianą przyjaciółkę.Poznałyśmy się gdy po raz pierwszy przyjechałam do Niemiec i jakoś tak przypadłyśmy sobie do gustu. Mimo moich ogromnych wówczas trudności językowych  nie miałyśmy większych problemów z porozumiewaniem się ,najczęściej plotkując na  korytarzu :)))Nie widziałyśmy się ze cztery lata,może nawet pięć,z rzadka też do siebie telefonowałyśmy .Dzisiejsze spotkanie sprawiło nam obu niesamowicie dużo radości i najfajniejsze jest to,że było tak jakbyśmy się widziały niedawno ,natychmiast odnajdując dawną nić porozumienia i sympatii.To była naprawdę udana niedziela.
Wygrzewając się na słoneczku w jej pięknym ogrodzie usiłowałyśmy sobie zdjęcie zrobić przy pomocy samowyzwalacza w telefonie.Niestety ten nie bardzo chciał współpracować i oprócz kupy śmiechu niewiele z tego wyszło:)))Babcie należało wiec nieco zamaskować:)))

A  przy okazji przetestowałam auto przed dalszą podróżą:))

Bardzo Wam dziękuję za pozytywną ocenę mojej tuniki i oponki :)))Oponki znów nieco ubyło ale o tym innym razem jak mi się znów internet włączy.
Elusiek-mam pomysł i już nawet zaczęłam go realizować.

Dobrej nocki:)))

czwartek, 10 maja 2012

Tunika Carezza



Pogoda wczoraj była naprawdę w kratkę,to słońce ,to deszcz a dla urozmaicenia ulewa.Za to bardzo ciepło.
Tuż przed ulewą udało mi sie jednak jako tako obfocić tunikę co ,wierzcie mi,nie jest łatwe bez pomocy.

Podczas blokowania.

Zużyłam 5 motków Carezza od Lana Grossa (włóczka bardzo,bardzo milusia )

i mniej więcej pół motka Lace Lux (też L.G.) ,33% merino ,67%wiskoza.
A przy okazji spostrzeżenie,że absolutnie nie można wierzyć podpowiedziom producenta ile włóczki na co należy kupić.Przy Carezzy np.producent podaje,że na sweterek rozm.38-40 potrzeba 550-600g kiedy ,jak widać ,250g całkowicie wystarczy a ja przecież nieco większa wciąż jestem :))
Włóczkę wyrobiłam do ostatniego metra,długość tuniki jest taka jak powinna,długość rekawków jaka wyszła.Włóczki różnią się kolorem,nie udało mi się kupić identycznej.Grubsza to fiolet,cieńsza jest niebieskawa.

Druty -grubszą dziergalam na 5,cieńszą na 4.
Dół wykończony francuzem,dekolt i rękawy na prosto co mi się ostatnio bardzo spodobało,taki brak wykończenia.Moje wrodzone lenistwo uwielbia taka prostotę :)))

Oczywiście nie byłabym sobą jakbym czegoś nie sp.......ła.Zrobiłam o jeden cienki pas za dużo i ten ostatni wyszedł mi na oponie co ,jak widać,bardzo wdzięcznie ją podkreśla :(
A że włóczka ma włoski

to nie za bardzo nadaje się do prucia i tak niestety zostanie.Nie ma rady ,trzeba sie definitywnie opony pozbyć.Matko,ile jeszcze tej kapusty przede mną :(

Jak już szlam przez ogród....

Prawda,że piękne?Szkoda tylko,że panoszą się nie gorzej od chwastów, niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli.

I jeszcze cos o uzależnieniu:))
Po guziki się wybrałam.Do tego sklepu

A tam ,jak widać,leżą sobie takie samotne moteczki i łypią na mnie ,i kuszą-no przygarnij mnie,zobacz jaki jestem piękny i cenę mam obniżoną....
Guziki kupiłam.Ale i to to mi się też jakoś przyplątało:)))

Powinni mi tam wstępu zabronić.
Ponieważ przyroda nie znosi próżni,to coś sie dzieje:)) .Dziwnym trafem znów fiolecik.
A tak okolica wieczorową porą wyglądała po tych wszystkich wczorajszych ulewach.
Miłego suchego i ciepłego dnia:))

Wszystkim wycieczkowiczom towarzyszącym mi w Dusseldorfie bardzo  dziękuję za komentarze,jest mi niezmiernie miło,że zechcieliście się tam ze mną  wybrać  :))))